Linux vs. Windows

Tak mnie się wydaje, że większość osób błąkających się po tym świecie, nie wie, że prócz systemu Windows istnieje coś alternatywnego. Ludzie tak zafascynowani są płaceniem za oprogramowanie (bądź kradzież oprogramowania), że nie dostrzegają faktu, iż to samo można mieć za darmo. Tak się składa, że mam system Windows Vista SP1, Windows XP SP3 (testowe, tylko po angielsku), Debian Sid/Experimental, Ubuntu/Kubuntu. Mogę więc śmiało dokonać pewnego rodzaju oceny tych systemów, a zacznę od tego, który rozczarował mnie najbardziej.

Windows Vista Business.
Produkt otrzymałem w ramach MSDN AA, nie ważne co to znaczy ważne, że jest. A skoro dają za darmo to brać warto, a co tam! Skoro już dostałem coś za darmo, to warto zainstalować. W tym celu postanowiłem całkowicie wyczyścić wszystkie dyski, żeby nagrać to na spokojnie i mieć święty spokój. Po wyczyszczeniu wszystkich dysków, przyszedł czas na instalację nowego dziecka Microsoftu.

I tutaj już na samym początku czekały mnie dwie bardzo przykre niespodzianki. Posiadam dwa dyski twardy, jeden 120GiB, a drugi 250GiB, zawsze system instalowałem na mniejszy, a sobie na dane pozostawiałem ten większy. Tym razem tego uczynić nie mogłem, gdyż Windows Vista za cholerę tego małego wykryć nie chciał. Znaczy… Wykrywać, to wykrywał, ale twierdził (tak, jedyny system, który coś stwierdza), że on mu nie odpowiada (bo pewnie jest za mały i za stary) i na niego nie nagra. Na cóż, postanowiłem więc poświęcić ten większy, trudno. Czasami nagrywając coś `nowego` trzeba się nacierpieć.

Będąc na tym samym poziomie instalacji (wybór dysku i partycji), znowu trafiła mnie jasna cholera. Windows Vista nie przewidział możliwości tworzenia partycji logicznych. A przynajmniej na moim systemie te nie chciały się tworzyć. Mogłem utworzyć cztery główne i koniec. Ciekawe co jeśli miałbym dysk 500GiB? Cztery partycje po 125GiB? No coś by mnie szybko trafiło, gdybym miał te wszystkie kawałki zdefragmentować, przelecieć Scandiskiem czy przeszukać w poszukiwaniu wirusów. Na szczęście miałem ze sobą coś takiego jak Windows XP, który w przeciwieństwie do swego następnika był w stanie utworzyć większą liczbę partycji (wniosek taki, że Windows XP powinien być dodawany do Windows Vista). Wymiana nośników, podział partycji, uruchomienie ponownie komputera, wymiana nośnika, instalacja systemu (Windows XP bez problemu wykrywa oba dyski i jest mu obojętne, gdzie nagra sobie swoje pliki).

Po trzydziestu minutach oczekiwania i czytania standardowych formułek Microsoftu w końcu przyszedł czas na odpalenie systemu. Przyznaję, że system wyglądał całkiem ładnie, ale specjalnych różnic w porównaniu z Windows XP nie widziałem. Poprawienie wyglądu, zwiększenie wymagań i wszystko. I to ma być nowy system? Jak dla mnie, to powinna być to marna nakładka (swoją drogą, jest taki projekt jak Crystal XP, który jest w stanie sprawić, że stary poczciwy Windows XP, będzie wyglądał bliźniaczo podobnie do Windows Vista - Czemu więc Vista nie jest nakładką? Bo jest to kolejny sposób, by naciągnąć klienta na 300zł).

Goły system już jest, czas sformatować partycje przygotowane przez Windows XP i zainstalować kilka programów. Podczas formatowania przypomniałem sobie dawne czasy Windows 95 i Windows 98SE, podczas formatowania dowolnego nośnika jest okienko, po którego zaznaczeniu system Windows Vista “utworzy dysk startowy systemu MS-DOS” (po kiego to jeszcze komu?). Niby fajnie, ale… Dlaczego to ciągle pozostawało nieaktywne? Niezależnie czy formatowałem zwykły dysk twardy, czy dyskietkę, ta opcja była zacieniowana i niemożliwa do zaznaczenia. Podejrzewam, że zawieruszyło się to gdzieś w kodzie i programiści nie byli w stanie tego odnaleźć. Zdarza się najlepszym.

W końcu, po sformatowaniu wszystkich dostępnych partycji, przyszedł czas na dogranie podstawowych i niezbędnych aplikacji (sam system jest pusty, całe 7,5GiB danych na dysku to tylko system, aplikacji nie ma niemal w ogóle). Wiadomo, dograć OpenOffice, Gimp, jakiś komunikator, Firefox i Operę, program antywirusowy, klienta poczty i jeszcze kilka innych programików. Pobranie poszło bezbłędnie i byłem gotowy do instalacji pierwszego z nich, gdy wyskoczył mi komunikat o dostępnych aktualizacjach. Wciskłem, że się zgadzam, komputer chwilkę zabulgotał, po czym rozpoczął się etap kilku restartów systemu. Pierwszy restart, dogranie aktualizacji, drugi restart, dogranie aktualizacji, kolejny restart i… System już nie wstał. Myślałem, że strzeli mnie jasna cholera, nie dość, że się z tym tałatajstwem męczyłem, to teraz jeszcze wszystko się grzmotło. Ale co zrobić, rozpocząłem od nowa proces instalacji.

Po kolejnej godzinie użerania się z tymi samymi tekstami Microsoftu przyszedł czas na aktualizację. Ponownie dograłem aktualizacje, wykonałem kilka restartów i… Tym razem wszystko się udało, ale gacie miałem troszkę cięższe. Trzeciego podchodzenia do Windows Vista bym raczej nie wytrzymał. Teraz czas nadszedł na ponowne pobieranie aplikacji niezbędnych (tamte zapisywane były na pulpicie, więc wszystkie przepadły) i zainstalowanie ich w nowym systemie. Przy instalacji pierwszej aplikacji, wyskoczyło okienko, że coś stara się ingerować w system i potrzebna jest moja zgoda. Chciałem się zgodzić, więc znowu grzmotłem w `ok` i program zainstalował się. Bajer niby ciekawy, ale przy instalacji kolejnych aplikacji zaczęło mnie to mocno irytować. Ciekawi mnie tylko po co to wszystko jest? Zabezpieczenie przed uszkodzeniem systemu? Gdyby chociaż wymagali podania jakiegoś hasełka, a tak? No sam nie wiem, myślę, że wszystko po to, by jeszcze bardziej obrzydzić ludziom życie.

System Windows Vista stoi do dziś i zbytnio mi nie przeszkadza (bo z niego nie korzystam), ale podczas kilkakrotnego używania wyłapałem jeszcze ło takie cusie:
1. Ogromna pamięciożerność systemu, po dograniu SP1 i aktualizacji, procent zużycia ramu przekroczył 35% (z 2GiB to jest bardzo dużo).
2. Ogromna pojemnożerność systemu, po dograniu aktualizacji i aplikacji na dysku głównym zajęta jest ogromna ilość miejsca, niedługo będzie pewnie zajmował tyle co dwa gołe systemy.
3. Windows Vista oferuje dodawanie appletów do pulpitu, jest też opcja pobrania nowych. Jednak zawsze gdy wchodzę na stronę Microsoft to… Niestety nowych tam nie widzę, nie widzę tam w ogóle niczego nowego. Jaki system tacy użytkownicy. :P

I tyle odnośnie nowego systemu. Jeśli ktoś się waha pomiędzy systemem Windows XP, a Windows Vista, to ja polecam ten pierwszy, szybszy, wydajniejszy. Jedyny problem to brak DX10, ale pewnie i to zostanie niedługo rozwiązane przez społeczność użytkowników. Trzeba tylko czekać.

Debian Sid/Experimental i Ubuntu/Kubuntu.
Te trzy systemy (Debian, Ubuntu i Kubuntu) także otrzymałem za darmo (ale w przeciwieństwie do Windowsa, te może za darmo mieć każdy), więc także postanowiłem sobie przygarnąć je do własnego domku i zainstalować na własnym komputerku. Debiana trzeba pobrać samemu, natomiast Ubuntu i Kubuntu można sobie za darmo zamówić na stronie producenta.

Na początek wiadomo, instalacja systemu na wcześniej przygotowanych partycjach.Tutaj pierwsza niespodzianka, systemy te nie obsługują partycji NTFS i FAT, ale same polecają przygotowanie dysku w postaci ext3 oraz swap. W przypadku Debiana wszystko odbywa się w oczojebnym instalatorze przypominającym trochę dawne systemy DOS, natomiast w Ubuntu i Kubuntu wszystko odbywa się bezpośrednio z uruchomionego systemu (super sprawa, system jest uruchomiony zanim zostanie zainstalowany), dzięki czemu możemy korzystać z internetu, tworzyć dokumenty i gadać przez komunikatory podczas instalacji systemu. Niektórzy narzekają (pozdrawiam Pawełka :P…), że tworzenie tych partycji jest mocno upierdliwe, że trzeba się znać. Ja twierdzę natomiast, że znać się nie trzeba, wystarczy czytać. Po uruchomienia odpowiedniego narzędzia możemy ustawić, aby partycje ustawiły się same lub stworzyli wszystko samemu. W przypadku tworzenia przez samych siebie jesteśmy poinformowani, że trzeba utworzyć jedną partycję główną `/` o pewnej minimalnej pojemności oraz partycję `swap`, która także musi spełniać jakieś normy. I wszystko, zero problemów.

Ponieważ Debiana musiałem sam pobrać z internetu, to pobierałem tę wersję, która zajmuje najmniej miejsca, czyli jakieś 150MiB (jest tez mniejsza, ale tego jeszcze nie testowałem, więc nie wiem jak wygląda instalacja w tamtym systemie), po zainstalowaniu systemu mamy więc tylko system główny oraz środowisko graficzne, całą resztę musimy sobie sami pobrać. I tutaj mamy dwie możliwości, pobieramy pliki *.deb niezbędnych aplikacji (*.exe są złe) lub pobieramy wszystko z repozytoriów. Czym są repozytoria? To coś jak wielka szuflada, w której jest schowane naprawdę dużo rzeczy. Wyobraź sobie, że w domu zamiast wszystkich szafek, masz jeden schowek, w którym jest wszystko. Jak sobie tak człowiek pomyśli to musi tam być straszny burdel, ale na szczęście repozytoria to nie schowek i w nich mamy wszystko ładnie poukładane. Wystarczy wpisać w konsoli (gdybym miał opisać to narzędzie, to… coś jak czytnik myśli, jak chwilę pomyślimy i mocno czegoś zapragniemy to w końcu to będzie nam dane) `aptitude install openoffice.org firefox kadu amarok gimp ktorrent amule vlc psi wine`, chwilę poczekać i… Już mamy system z pobranymi i zainstalowanymi wszystkimi niezbędnymi (przynajmniej dla mnie są to niezbędne) aplikacjami. System gotowy do użycia. Wydajność tego systemu plasuje się w okolicach połowy systemu Windows XP, tak więc… Jak nie patrzeć, zyskujemy i to całkiem sporo.

Ubuntu i Kubuntu samo przychodzi do naszego domu, więc jeszcze lepiej niż w przypadku Debiana, jedyny problem to długi okres czekania, ale co tam. Jak komuś się spieszy to może sobie pobrać obraz płyty bezpośrednio z internetu. Instalacja jest prosta i nie sprawia żadnych trudności, dodatkowo podczas instalowania systemu, śmiało możemy robić co mieliśmy robić i nie tracić czasu. Instalacja przebiega zazwyczaj bezproblemowo i po chwili mamy zainstalowany goły system… Ale czy aby na pewno jest on goły? Otóż nie, prócz podstawowego systemu, mamy dodatkowo wszelkie niezbędne aplikacje. Żyć nie umierać, podczas instalacji robimy jedno, po skończonej instalacji robimy to samo… I tak powinno być.

Wybór systemu powinien być teraz znacznie prostszy, jednak żeby było sprawiedliwiej muszę coś dodać odnośnie korzystania z systemu Debian i Ubuntu/Kubuntu. To już nie jest tak łatwo jak w systemie Windows. Zanim ktoś zajmie się systemem Linux warto poznać trochę to z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Co stanowi największy problem? Na początku problemem może być instalacja sterowników karty graficznej i dźwiękowej (do pierwszego polecam Envy, a do drugiego poszukanie w internecie, na stronie debian.linux.pl wszystko jest pięknie opisane zarówno dla grafiki jak i dla dźwięków). Później problemy mogą być tylko z grami, ale ja żadnych takich problemów nie miałem, podejrzewam, że jest to mit, bo u mnie wszystko działa tak jak powinno. Jeden gry działają szybciej, a drugie wolniej niż na systemie Windows. No i w zasadzie to wszystko, Linux raz dobrze skonfigurowany będzie służył naprawdę długo.

Tak więc jeśli masz piracką wersją systemu Windows, jeśli masz dość systemu Windows, jeśli masz dość systemu Linux i kupę kasy, jeśli masz dość systemu Linux i możliwość skorzystania z MSDN AA, jeśli masz nowy komputer to dzięki mnie znajdziesz rozwiązanie. Ja bardzo długo korzystałem z systemów Microsoft, ale gdy tylko spotkałem się z systemem Debian, to zmieniłem swe przyzwyczajenia i teraz jestem z tego bardzo dumny.

10 Responses to “Linux vs. Windows”

  1. Intrygujące - przeczytałem cały artykuł z prawdziwym zainteresowaniem :)

  2. Cieszę się, że się podobało. :P Niestety o Linuksie napisałem za mało troszkę, ale pewnie jeszcze do tego wrócę. :D Może nawet obrazki powstawiam. :D

    Zamierzam więcej takich tematycznych rzeczy wstawiać. :D

  3. Do blogroll’a :)

  4. A co mam ja powiedzieć z dyskiem 16GB i z moim zamiłowaniem do gier strategicznych i RPG?
    Pozdrawiam!

  5. Licealista, problem masz ogromny. Windows XP po prostu pewnie odmówi Ci zainstalowania się, a Windows Vista to Cię dodatkowo upokorzy. :D

    A jak chcesz dobry system na 16GiB to nagraj sobie Linux (ok. 3,5 GiB z dużą ilością aplikacji i przyjaznym środowiskiem graficznym). Możesz też ekperymentować z małymio dystrybucjami Linuksa, które zajmują bardzo mało, ale za to wyglądają jak… kwestia gustu. :D

  6. XP nie tylko nie odmówił mi zainstalowania się, ale chodzi zupełnie przyzwoicie - szybciej nawet niż Vista u mojego znajomego na sporo lepszym komputerze. Na linuxa jestem za leniwy - nie chce mi się teraz tego wszystkiego od początku poznawać i rozgryzać bo xp mam już roztrzaskany. Może jak kupię nowy komputer to ten stary przeznaczę na zabawy z linuxem… Ale to nie prędko :(

  7. “Poprawienie wyglądu, zwiększenie wymagań i wszystko.”

    Jeżeli naprawdę wg Ciebie to jest wszystko, co nowe w Viście, to gratuluje “rzetelnej i obiektywnej” oceny systemu ;]
    Nie mając pojęcia o temacie czasem lepiej się nie wypowiadać. No i po co Ci aż 2gb ramu, skoro nic nie ma prawa z niego korzystać :]
    Sam preferuję Linuksa, ale mam drobne pojęcie, co się dzieje “pod maską” Visty i mogę zagwarantować, że jest to ogromny postęp w stosunku do XP.

    PS: Jak XP wychodził, to też wszyscy się burzyli jaki to on zasobożerny ;] A jednak wszyscy się do niego przekonali… Historia się powtarza ;]

  8. Problem w tym, że ja nie znam się na systemach operacyjnych. Opisuję wszystko to co widzę gołym okiem. A prócz tego, że nie działa mi kilka aplikacji (stwierdzam to po czasie, część przydatnych programów faktycznie nie chce się uruchomić - Subedit player), to nie widzę żadnego postępu.

    Z 1GiB ramu system Vista już sam z siebie zżerał by niemal całość tej pamięci, wtedy nie mógłbym odpalić już chyba nic (po starcie zjadane jest ok 700MiB, a po pewnym czasie wzrasta to do 800MiB ramu). Więc jeśli ktoś chce myśleć o Viście i dodatkowych aplikacjach, to 2GiB ramu uważam za minimum.

    Na Linuksie natomiast bardzo podobają mi się efekty Compiz Fusion. Nie wiem ile to zjada pamięci, razem ze wszystkimi przydatnymi (a niektórymi po prostu bajerowymi) funkcjami, ale na wszelki wypadek mam tyle ile mam.

    Historia wcale się nie powtarza. XP większość się zachwycała, na zasobność narzekając. Tutaj natomiast większość narzeka. Jeden kumpel musiał usunąć system, gdyż ten nie wykrywał mu niektórych sterowników, u drugiego kumpla znikł pasek startu, przestał mu działać miernik baterii, a mi padł chyba przy piątym starcie. Nie zachwyca takie coś, w XP nigdy czegoś takiego nie miałem. :P

  9. > No i po co Ci aż 2gb ramu, skoro nic nie ma prawa z niego
    > korzystać :]

    Ja bym nie miał nic przeciwko jakby mi aplikacje żarły ram ale nie sam system. dlatego wolę debiana ;)

    > wszystko odbywa się w oczojebnym instalatorze
    wystarczy wpisać przy planszy powitalnej installgui i masz całkiem ładny instalatorek.

    > Na Linuksie natomiast bardzo podobają mi się efekty Compiz
    > Fusion. Nie wiem ile to zjada pamięci
    To nie zjada pamięci tylko obciąża Ci na maksa grafikę żeby nie żreć reszty zasobów.

  10. 8siem napisał:
    Ja bym nie miał nic przeciwko jakby mi aplikacje żarły ram ale nie sam system. dlatego wolę debiana ;)

    A ja mimo wszystko nie lubię też jak mi coś zjada więcej RAM`u niż powinno. Nie po to on jest, by cały był pozerany przez system na starcie.

    8siem napisał:
    wystarczy wpisać przy planszy powitalnej installgui i masz całkiem ładny instalatorek.

    Wiem, ale pisałem to co widzi przed sobą typowy zjadacz chleba. Chociaż w najnowszej wersji mamy na samym poczatku do wyboru tryb ładny i oczojebny. Ale ja i tak gustuję w tym oczojebnym, jest zdecydowanie szybszy.
    Chociaż co człowiek to inny gust.

    8siem napisał:
    To nie zjada pamięci tylko obciąża Ci na maksa grafikę żeby nie żreć reszty zasobów.

    Tego nie wiedziałem. Niemniej to co chcę i potrzebuję działa mi stabilnie i niewielkie są zmiany w pracy komputera. Czasami tylko gdy odpalę za dużo zakładek w Iceweasel, na których jest flash, ale to wina samego iceweasel, który sobie jakoś z flashem nie radzi (albo na odwrót).

Leave a Reply