War… War never changes…

Ostatnimi czasy przeczytałem dwie dość ciekawy lektury (co nie oznacza, że są to lektury szkolne, po prostu zwykłe książki). Pierwsza z nich to „Ostatni władca pierścienia” K.J. Yeskow`a, opowiadająca o „prawdziwej” wojnie o pierścień, o której poczytać możemy w dość kiczowatej sadze „Władca pierścieni”. Nie będę się rozpisywał o tym co lepsze jest w wersji napisanej przez Yeskow`a, bo nie to ma być tematem tej notki, liczy się tylko to, że swego konkurenta bije co najmniej o głowę. Druga z przeczytanych książek to „Brunatna rapsodia” Otto Basila, opowiadająca historię świata, w której III Rzesza wygrała drugą wojnę światową, a Adolf H. nie popełnił samobójstwa i dalej pcha się ku władzy.

„Ostatni władca pierścienia”. Jak już pisałem, książka jest `inną` wersją `Władcy pierścieni`. Opowiada o żądnych krwi Elfach, ludziach z Gondoru i Białej Radzie. Zostało to wszystko opisane w bardzo ciekawy sposób, Mordor buduje cywilizację technologiczną, wynajduje proch, buduje huty i fabryki, ale ma kłopoty ze zdobywaniem żywności. Wspomnieni już ludzie z Gondoru, Biała Rada i Elfy widzą w tym zagrożenie dla siebie oraz światu magii i postanawiają definitywnie zniszczyć tych, którzy ośmielili się być ludem mądrzejszym i poprzez rozwój technologiczny brnąć przez życie…

„Brunatna rapsodia”. W pierwszej części notki nie opisałem tego zbyt dokładnie, poniekąd celowo. Mimo, że Adolf H., nie popełnił samobójstwa, to i tak w książce nie uświadczymy jego dążenia do władzy. Zamiast niego przyjdzie nam śledzić nowego władcę III Rzeszy Ivo Koepflera, który to otruł swego poprzednika, byle tylko poczuć władzę absolutną. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie „żółte małpy” (określenie używane w książce – gatunek podludzi, Japończyków), które zwietrzyły sytuację panującą w III Rzeszy. „Żółte małpy” postanowiły działać. Tak oto wybucha kolejna wojna światowa, która po kilku dniach przeistacza się w „atomową wymianę zdań”…

Książki różnią się od siebie niemal pod każdym względem, a jednak mają w sobie jakąś cechę wspólną. Tym łącznikiem jest wojna i sposób w jaki ludzie dążą do władzy. Z czasem jednak doszło do mnie coś jeszcze, jeszcze jedna wspólna rzecz, która łączy zarówno te książki, jak i wszystkie inne pozycje traktujące o wojnie. Jest to nic innego jak upadek.

Od niepamiętnych lat dzieje się na świecie tak, że wszystko co ma swój początek, ma gdzieś i swój koniec (tylko proca jakoś tak psuje ten schemat). To samo tyczy się wojny. By to przedstawić wystarczy cofnąć się wstecz do czasów gdy na podbój globu wybrali się Wikingowie. Panowie ci (z niewiadomych powodów przeszli do historii jako wojownicy z rogatymi hełmami) postanowili kiedyś podbić świat (scenariusz niczym z amerykańskiego filmu). Wpierw poczęli podbijać ziemie sąsiadujące z własnym krajem, kiedy tego było im mało, wyruszyli przez wielkie wody by zdobyć resztę Europy. Cechowała ich niesamowita szybkość działania: przypływali, podpływali i odpływali podbijać kolejne miejsce. W końcu doszli do tego, że posiedli większość Europy. Wikingom jednak było mało, postanowili przebyć jeszcze większą wodę i w ten oto cudowny sposób trafili do kontynentu zwanego Ameryką (zupełnie nie rozumiem więc, czemu wszystko przypisuje się Kolumbowi – dla mnie był tylko idiotą, który nie znał się na żegludze i w drodze do Indii zabłądził, historia jednak zapisała go inaczej). Podobnie jak i Europa, tak i Ameryka długo się przed Wikingami nie broniła. Wikingowie władali już całkiem pokaźnymi gruntami i… nagle wymarli. W ten oto sposób kończy się era Wikingów. Kolejnym państwem, który postanowił podbić świat była Mongolia (zapewne było ich więcej, ale to nie ma większej różnicy). Mongołom trzeba przyznać jedno, na sztuce wojowania znali się znakomicie. to właśnie im udało się podbić większość Azji (w tym „nigdy” nie zdobytą Rosję), oraz znaczną część Europy. Mongołowie mogli by podbić zapewne także całą resztę, gdyby nie to, że nie znali się zupełnie na żeglowaniu. Co takiego się stało, że to mocarstwo upadło? Razu pewnego wyruszyli podbić kolejny kraj, padło na Japonię. Wypłynęli więc w morze i od tamtej pory wszelki słuch o nich zaginął (niezupełnie, ale określenie to bardzo ładnie brzmi). Kolejny kraj dążący do władzy na świecie to Niemcy. Ci też się nieźle nawojowali, lecz w końcu postawili sobie zbyt wielki cel do zdobycia, to ich zgubiło. Zresztą, historii Niemiec przytaczać chyba nie muszę, chyba każdy wie jak zaczęli i jak skończyli. Jest jeszcze jeden kraj dążący do globalizacji. To nikt inny jak Stany Zjednoczone Ameryki. Już słyszę w głowie te krzyki sprzeciwu: „Że jak? Stany?”, „Kolejny patol!”, „Ha, to żem się uśmiał.” itp. Tymczasem oni swą wędrówkę dopiero zaczynają, oni się nie spieszą, oni się kontrolują, ale też zmierzają tylko do jednego, zyskania jak największej władzy. Pociesza jedynie fakt, że i im się w końcu nie uda, oni też w końcu upadną. Bo wojny nie ma prawa zwyciężyć nikt (kiedyś już dostali prosto w odbyt w Wietnamie, teraz się szykuje w Iraku – z każdym dniem U.S.A. ma co raz większą liczbę wrogów, zaczynali pięknie, kończą fatalnie – jak każdy).

Jednak po co to wszystko napisałem? Ano, jak każda historyjka, tak i ta musi mieć jakiś morał, sentencję dla odwiedzających. Motto tej historyjki jest takie: „Rosnąc zbyt szybko, gnijemy od środka.”. Czy te słowa mają jakieś poparcie historyczne? Oczywiście, że tak. Wikingowie podbijając Ameryką nie zwrócili uwagi na lodowiec (zima nadeszła znienacka) i odcięli sobie drogę do domu, na obcym lądzie nie trzeba było długo czekać, by wszyscy zginęli, pozostała garstka. Mongołowie zbytnio zaufali „zdobytym” rzemieślnikom. Pracownicy ci darzyli swych nowych władców taką nienawiścią (co mnie w ogóle nie dziwi), że postanowili dać im łodzie „gorszego” (żywcem wzięto łodzie z jezior i przeniesiono je na morze, znawcy wiedzą, ze to nie ma szans bytu, natomiast łodzie, które mieli wybudować od zera miały dość poważne defekty) gatunku. Cała armia Mongołów spoczywa teraz gdzieś na dnie wód pomiędzy Chinami, a Japończykami. III Rzeszę zgubiła chęć podbicia jak największego terenu w jak najkrótszym czasie. Rozrastali się tak szybko, że Adolf H., nie zauważył w porę tego co się dzieje w środku jego wielkiego państwa. I nie pomogło tutaj wysiedlanie ludzi, nie pomogło masowe palenie, w sercach ludzi, którzy utracili swe ziemie płynęła ogromna żądza zemsty. Zemsta ta w piękny sposób dopełniła się. Teraz to samo czeka naród amerykański. Nie wiem kiedy to się stanie, być może za rok, za dziesięć lat, ze pięćdziesiąt, a może nawet za sto, ale jedno jet pewne… kiedyś nadejdzie ten dzień.

Więc zapamiętaj me słowa: „Rosnąc zbyt szybko, gnijemy od środka.”

Odpowiedzi: 12

  1. siemka! eno eno fajny blog i strasznie dlugie notki:P

  2. Gb.Ottis co to za leszcz, nie ma pojęcia o czym pisze:), pomieszanie z poplataniem, czlowiek urwal sie z choinki, ale pierdziszewo.

  3. Hmm… Ottis w koncu nie pisze z jajem. Szczerze mowiac, to czekam na Twoja ksiazke :)

    A co do Mongolow… To nie bylo tak, ze Czyngis-hanowi sie zmarlo, podzielil kraj miedzy dwoch synow i Batu-hanowi na zachodzie nie wyszlo?
    A moze to nie ta historia? (Tak, zaszpanowac chcialem :D)

  4. Ten od Mongołów to rzeczywiście przeżył, ale całe jego wojsko poległo w najeździe na Japończyków. Reszta już i tak sensu nie miała.
    Jednak jedno jest pewne, Mongołowie mają w swojej historii wspaniałego stratega i wielkiego wojownika. :P

  5. ah po prostu wiedz że tu jestem =)

  6. czasem zastanawiam sie gdzie tu jeszcze jest fikcja a gdzie juz prawda :) albo na odwrót :)

  7. ‚The Truth Is Out There’ :]

  8. Ta… Oni wiedzą wszystko. :}

    P.S. Z niewiadomych mi przyczyn komentarze niektórych osób wędrują do „wyrywacza spamu”. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale postaram się dowiedzieć. Póki co po napisaniu komentarza poczekajcie dzień, dwa a ja na pewno wstawię ten komentarz.

  9. Rosnąc zbyt szybko, gnijemy od środka!

  10. Veal, a może tak coś od siebie? :P

    A książka Yeskowa faktycznie fajna. W końcu odmienne spojrzenie na elfy, które nie są takie wspaniałe i szlachetne i nic, tylko do stóp paść i wielbić. w końcu też jest próba pokazania, że i w światach fantastycznych może istnieć i rozwijać się technologia. I że ta technologia ma szansę zwyciężyć magię.

  11. myśl przewodnia wpisu jak najbardziej prawidłowa (moim subiektywnym zdaniem), no ale przykłady… troszkę laickie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: