Z pamiętnika paranoika – dzień 2.

Dzisiaj zostałem zmuszony do wyjścia z domu. Człowiek musi czasami dowiedzieć się co przeciwko niemu knują ONI, dlatego właśnie zostałem zmuszony do opuszczenia mojej twierdzy. Mam nadzieję, że dzisiaj ONI mnie nie dopadną, jeszcze nie jestem na to gotowy.

Jakie plany na dziś? Spotkanie z kumplem, jedynym, któremu jeszcze mogę zaufać (czy aby jednak na pewno? ONI mogli dopaść nawet jego), sprawdzenie ICH, bezpieczny powrót do domu. Najgorsze będzie to ostatnie, bo jak mam sobie z NIMI poradzić, jeśli ja jestem sam, a ICH jest tak wielu. Jednak jest coś co działa na moją korzyść, ONI nie wiedzą, że ja wiem. Przynajmniej tak mi się wydaje. Z drugiej jednak strony ONI są sprytni, na pewno już wiedzą. Nie mam już żadnych atutów.

Wybiła 12:00, czas przygotować się do wyjścia. Czynię to samo co zawsze, za każdym razem gdy przychodzi mi opuszczać moje bezpieczne cztery ściany. Jak zwykle w takich chwilach wkładam nie rzucający się w oczy strój, stare wytarte jeansy, cienką bluzę z długim rękawami, która nie krępuje mych ruchów oraz moją specjalną kurtkę. Kurtkę, którą mam od kilku lat, kurtkę, która posiada wiele ukrytych kieszonek, kurtkę, która nie krępuje mych ruchów, kurtkę, która doskonale chroni mnie przed NIMI. Pamiętacie o moich nożach? Je też zawsze biorę ze sobą, bez nich jestem bezbronny, lecz z nimi wcale nie jestem bezpieczny, muszę sobie w końcu załatwić jakiś pistolet, tak na wszelki wypadek, na wypadek spotkania z NIMI.

Wyszykowanie zajęło mi ponad godzinę, ale w końcu byłem gotowy. Gotowy do wyjścia. Droga do kumpla była ogromną męką, wszędzie widziałem ICH, wszędzie byli ONI. Każdy z NICH obserwował mnie uważnie, ale ja także nie próżnowałem. Odnotowałem jednego faceta z psem, który na pewno pracował dla NICH, wprawdzie ON sam grał swą rolę świetnie, to jednak zdradził go pies, który szczekał na mnie. Zwierze nigdy nie wiem kiedy trzeba ukrywać swój cel. Drugą osobą, która pracuje dla NICH była kobieta z dzieckiem, tutaj o dziwo zdradziła się ONA, wciąż pokazywała mnie palcem. Było tez wielu INNYCH, ale czy powinienem o NICH tutaj pisać? Czy jest sens? Co to da? Prędzej czy później ONI odkryją te moje notatki, a wtedy każde me zdanie będzie dokładnie sprawdzane. Każde moje wytknięcie będzie potraktowane jako mus wprowadzenia zmian. ONI już teraz są potężni, ale nie oznacza to, że nie mogą być lepsi.

Reszta drogi przebiegła pomyślnie, co nie znaczy, że bezpiecznie. ONI byli wszędzie, ale nie udało IM się mnie dopaść. Celowo, czy poprzez swoją nieudolność? To chyba na zawsze pozostanie ICH tajemnicą.

Spotkałem się z kumplem, od ostatniego razu mocno się zmienił (to na pewno ICH robota), powiedział, że nadszedł czas byśmy wyruszyli na misję (teraz już jestem pewien, że ON jest jednym z NICH). Zostałem sam, teraz już wiem, że nikomu nie mogę ufać, postanowiłem jednak zostawić to dla siebie i udawać, że nie wiem o ich nowym nabytku. Postaram się zachowywać normalnie, jak zawsze. Muszę dowiedzieć się jak najwięcej od NIEGO, nowego w ich szeregach.

Chcecie poznać cel naszej wspólnej misji? Ha. dobre sobie, żadnego celu nie było, a przynajmniej nie było żadnego sensownego. Wszystko ograniczało się jedynie do wspólnego wymarszu na miasto i poznaniu mnie. Więc jednak ON pracuje już dla nich, szkoda. Był jedynym, któremu mogłem zaufać. Teraz nie ma już nikogo.

Po drodze zaszliśmy w pewne miejsce, to było dziwne. Śmierdziało tam straszliwie, miałem wrażenie, że rozkładają się tam zwłoki wielu takich jak ja. Przestraszyłem się, zacząłem się pocić. Kumpel podszedł do jednej z NICH, zaczął coś mówić, wskazał mnie palcem, później pokazał na coś ukrytego gdzieś w ich chłodni. ONA spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i podała kumplowi coś dziwnego. Gdy na to spojrzałem zrobiło mi się niedobrze, przypomniałem sobie jak kumpel jej coś powiedział, jak wskazał jej to coś tam w tej wielkiej lodówie, jak ona na mnie spojrzała… i ten jej uśmiech. Cokolwiek się stanie nie zjem tego, wiem, że to może być moje ostatnie danie, nawet tego nie ruszę.

O dziwo nikt nie zachęcał mnie bym jadł to na miejscu (pewnie nie chcieli mieć trupa w tym miejscu, to by się zgadzało z ICH zasadami). Ruszyliśmy w drogę. Wszyscy patrzyli się na JEGO pakunek, ja też mimowolnie spoglądałem. Miałem wrażenie, że jakiś dziwny dym unosi się z nad tego czegoś. Cholera, po kiego grzyba ruszałem się w ogóle z domu? Nie mogłem zostać w bezpiecznym miejscu? Argh, znowu zachowałem się jak głupiec.

Doszliśmy do celu, przynajmniej tak powiedział ON. Ulica była szeroka i długa, z miejsca gdzie znajdowaliśmy się nie byłem w stanie dostrzec jej początku i końca. Ulicą szło wielu z NICH, czyli przyszedł czas egzekucji. Nie widziałem nikogo normalnego, każdy z NICH miał coś co go zdradzało. Ten facet w białej kurtce, po co m uta parasolka? Przecież jest upał. Ten facet w zielonym dresie, wyraźnie widzę, że chowa coś w rękawie. I jeszcze ta małpa w czerwonym, dlaczego tak wlepia we mnie swoje przerażające gały. To było straszne, ich tak wielu, a ja sam.

Stało się. Mój były kumpel otworzył pakunek i uraczył mnie tym okrągłym czymś. Wyglądało to strasznie, przypominało wymodelowane gówno (ale czy gówno nie będzie gównem jeśli doda się do niego bitą śmietanę z wisienką? Dalej będzie gównem, ale z bitą śmietaną i wisienką. Smak pozostanie ten sam, gówniany), pachniało jeszcze gorzej. Wziąłem to do ręki, było ciężkie, tłuste i ciągle czułem jego zapach. ON zaczął już to jeść, cwaniak, jego pewnie jest normalny. Co zawiera moje ciastko? Dlaczego jest takie ciężkie? Kumpel spytał się dlaczego nie jem, odburknąłem tylko i zastanawiałem się jak wyjść z tej sytuacji. Rozwiązanie zesrało się tuż obok mnie. Gołębie! Jeśli on zje i przetrwa, to ja też. Ułamałem kawałek tego czegoś, rzuciłem na ziemię i czekałem. Nie czekałem zbyt długo, całe stado gołębi zerwało się i podleciało do kawałka ciastka leżącego na ziemi. Walka jaką zaobserwowałem była fantastyczna, ale nie mogłem obserwować jej zbyt długo. Musiałem obserwować tego, który zjadł ten kawałek i patrzeć, uważnie go obserwować.

Gołąb przeżył. Przeżyję więc i ja. Z apetytem zjadłem to ciacho. Smakowało jak stara ścierka, ale przynajmniej było sycące. Głód mnie opuścił, dawno nie jadłem nic tak wartościowego (w domu nie mam gołębi, nie mam też gwarancji, że jedzenie okaże się bezpieczne). Byłem najedzony i zadowolony… do czasu.

Kumpel wyciągnął drugie ciacho. Tym razem patent z gołębiami nie mógł już zadziałać. Jakaś stara baba rzucała moim wybawicielom jakiś przysmak. Do mnie nie podleciał żaden, żaden też nie zareagował na rzucane jedzenie. Byłem zgubiony. Opóźniałem rozpoczęcie jedzenia tego jak mogłem, nie pomagały tłumaczenia, że jestem już syty nie pomagało nic, ON był wyjątkowo upierdliwy. Zbliżał się mój koniec, wiedziałem, że już za chwilę będzie po mnie. Musiałem to zrobić, ON jest silniejszy ode mnie, w bezpośrednim starciu szans raczej nie mam, pozostaje mi więc poddać się. Już miałem gryźć, gdy zadzwonił telefon, usłyszałem zbawienny głos mojego telefonu. Byłem uratowany.

Nie odbierając nawet rozmowy wstałem i zacząłem biec. Powiedziałem MU, że muszę uciekać. Biegłem jak wariat, biegłem bez odwracania się, bez spoglądania na boki. Biegłem najszybciej jak potrafiłem, bo tylko szybki bieg mógł mnie uratować. W połowie drogi do domu przypomniałem sobie o jednym, że dalej w rękach mam to ciastko od kumpla. Rzuciłem nim w pierwszą ścianę, która stanęła na mojej drodze. Usłyszałem rozkoszny odgłos uderzenia, ciastko przykleiło się do ściany, słyszałem dziwne syczenie, ciastko odpadło pozostawiając na ścianie żółto-fioletowy ślad. Skoro coś takiego zrobiło ze ścianą, to co zrobiłoby ze mną? Wolałem się nie dowiadywać. Ponowni zacząłem biec.

Dobiegłem do domu, wszedłem do swego mieszkania, zasłoniłem żaluzje w oknach. Włączyłem komputer i zacząłem pisać. Teraz zbliżam się już do końca spisywania raportu z dnia dzisiejszego. Mam nadzieję, że notatki te nie dostaną się w ICH ręce. Wolałbym, by przeczytał je ktoś kto nie jest z nimi. Ludzkość powinna jak najszybciej dowiedzieć się o NICH.

Odpowiedzi: 2

  1. Ale żeby nie wierzyć swoim kochanicom? Zwłaszcza tej najlepszej? Ech. Koniec z tym :]

  2. nie jestem jednym z nich jak chcesz możemy o tym pogadać chyba że to fikcja literaca jeśli masz coś ważnego do powiedzenia odezwij sie pod ten numer gg 8966677

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: