Wielki smutek narodu.

Ostatnimi czasy naszym krajem wstrząsnęła wielka tragedia. We Francji, w mieście Grenoble, zginęło dwudziestu sześciu ludzi-pielgrzymów. Dlaczego dodałem ten dodatek w postaci „-pielgrzymów”? Ponieważ fakt iż byli to pielgrzymi, jest dla nas bardzo ważny i istotny.

Oto jak wyglądała owa sytuacja z perspektywy mnie. Grupa ludzi-pielgrzymów wybrała się na wycieczkę w celach bliżej mi nieznanych. Podczas trwania tej wycieczki robili rzeczy bliżej mi nieznany. Później przyszedł czas na to, co w takich wycieczkach jest najgorsze, powrót do realnego świata, do rzeczywistości. Trzeba zostawić rzeczy bliżej mi nieznane, a wrócić do tych, które znane nam są każdego dnia. Podczas tego powrotu coś w „napędzie wycieczkowym” się uszkodziło i autokar miast do Polski, spadł w przepaść. Złośliwi twierdzą, że ludzie-pielgrzymi połączyli się z Bogiem, do której pojechali na modły. Pytanie tylko czy tak go to wkurzyło, że postanowił ich strącić z tego świata, czy też może tak mu się spodobali, że postanowił zatrzymać ich dla siebie?

Odpowiedź na to pytanie jest mi jeszcze nieznana i muszę stwierdzić, że niewiele mnie to interesuje. On nie wnika w moje życie, a je nie wnikam w jego. Mamy taki niepisany układ. Najważniejsze jest w tym wszystkim to co nasz naród zrobił dla ofiar tej strasznej tragedii. Kim dla mnie były owe osób, które skończyły swój żywot na pewnej drodze? Dla mnie byli tym samym, czym jest pierwszy lepszy napotkany przechodzień. Nieznajomym, który mnie gówno obchodzi. Człowiek to człowiek, czy mogę dodać coś jeszcze?

Wychodzi na to, że tak. Opisując zdarzenie zapomniałem o jednym, to nie byli zwykli ludzie, to byli ludzie-pielgrzymi! A to jest ogromna różnica. Z zewnątrz wyglądają tak samo jak my, dwie nogi, dwie ręce, dwie głowy, ot typowy człowiek. Ale człowiek-pielgrzym ma coś w środku, coś co sprawia, że jest w nim ta wielka różnica. To coś w środku jest jednak niedostrzegalne gołym okiem, poćwiartowanie człowieka-pielgrzyma nie pomaga zbytnio. Jak zatem zobaczyć tę różnicę?

Ja tego nie wiem, ale najwyraźniej szef naszego rządu wie. Otóż ów pan obiecał każdemu, który miał bliskiego w tym wypadku, 100.000zł rekompensaty za utratę członka rodziny. Dodatkowo zmusił nas wszystkich do tego byśmy żałowali i cierpieli wraz z poszkodowanymi rodzinami. Ogłoszono żałobę narodową, na całe trzy dni.

W tym momencie trafił mnie szlag. Dlaczego pan premier tak się zachował? Dlaczego obdarował tych, którzy zginęli w tym wypadku, a nie obdarował innych, którzy zginęli w innym? Dlaczego obdarował tych ludzi-pielgrzymów, a nie obdarował innych ludzi-pielgrzymów, którzy też zginęli tego samego dnia? Dlaczego jedni w hierarchii są ustawieni wyżej? Ponoć żyjemy w demokracji! Ja=Ty=Każdy inny. Dlaczego więc nasz wodzu postanowił to zmienić? Tego nie wiem i nie potrafię odpowiedzi udzielić.

Ale to nie wszystko, szef naszego kraju bawi się jeszcze w Robin Hood`a. Prócz tego, że daje biednym i poszkodowanym to jeszcze odbiera innym, tym których żadna krzywda nie dotknęła. A wszystko to w prosty sposób, wszystko dzięki żałobie narodowej. Ciekawi fakt, że nie było OBOWIĄZKU do tego by w każdym oknie wisiała czarna wstążeczka, żeby na każdej ulicy stawiać świeczkę. Kto odmówi ten do pierdla. Przecież żyjemy w demokracji, czyli rób co ci każą, bo inaczej marny Twój los. Przez okres żałoby odwołane zostało kilka koncertów, odwołana została większość zabaw, odwołane zostało niemal wszystko (tu wielkie brawa za NIEODWOŁANIE koncertu Rolling Stones – bierzmy przykład z nich oraz ich managerów). Co z ludźmi, którzy specjalnie na ten czas wzięli urlop, by móc się zabawić? A kogo to obchodzi? Żałobne szaty wdziej i rozpaczaj razem z nami.

Czy współczuję rodzinom ofiar? Raczej nie, gdyby to dotknęło mnie to byłoby mi dziwnie, ale w obecnej sytuacji nie jest. Bardziej współczuję rodzinom ofiar wypadków innych niż ten w Grenoble.

Reklamy

Historia pewnej niedźwiedzicy.

Całkiem niedawno temu, gdzieś w w okolicy naszego kraju, stała się rzecz straszna. Pewna niedźwiedzica zabiła człowieka. Temat na notkę? Jak dla mnie będzie idealny. Dlaczego? Bo dostrzegam w tym wydarzeniu głupotę ludzką, ale nie zwykłą głupotę ludzką, tutaj ta głupota ludzka podniesiona jest do potęgi.

Żeby każdy zrozumiał sens tej opowieści musimy cofnąć się w czasie, cofnąć do czasów bardzo wczesnych. Jak zapewne każdy mądry człowiek wie, każde stworzenie wędrujące po tej ziemi wywodzi się z tego samego, grupki komórek, które postanowiły się połączyć i… bach! nagle mamy człowieka i niedźwiedzia. Ta krótka lekcja biologii i historii życia była potrzebna byście mogli zrozumieć całą resztę, a przynajmniej zrozumieć to co myślę sobie ja.

Kilka milionów (albo nawet miliardów) lat później (od połączenia się pierwszych komórek), przez wielki las szła sobie niedźwiedzica wraz z młodymi niedźwiedziątkami. Och, jaka to była wesoła rodzinka, tylko jeden z małych niedźwiadków wyraźnie odstawał od reszty swego rodzeństwa. Robił wszystko, byle tylko utrudnić życie sobie, swojej matce i swojemu rodzeństwu. Można nawet powiedzieć, że był to filozof, a nie niedźwiadek. Jego głowa pełna była pytań takich jak: „Czy jeśli urodziłbym się człowiekiem to zostałbym myśliwym i polował na inne niedźwiedzie?”, „Czy to prawda, że niedźwiedzie to najinteligentniejsze stworzenia na naszej planecie?”, „Kiedy wreszcie niedźwiedzie z organizacji Al-Grizzly, pod przywództwem Onasama być Drwale, przestaną podgryzać drzewa?”, „Czy transmitancja układu ze sprzężeniem zwrotnym będzie równa transmitancji układu bez tego sprzężenia?” Jak już wspomniałem, ten niedźwiadek był dziwny i utrudniał sobie życie zbędnymi pytaniami.

Po drugiej stronie, w obozie ludzi, była sobie pewna amerykanka z aparatem, która to podziwiała piękno lasu, piękno przyrody, piękno samej siebie i piękno hamburgerów po 3,50$ za sztukę. Jej głowę też wypełniały wszelkie pytania, na której nikt z jej gatunku nie potrafił udzielić odpowiedzi: „Czy jeśli zjem kolejnego hamburgera to on pójdzie mi w boczki?”, „Czy jeśli wcisnę gaz i hamulec jednocześnie to samochód sam zdecyduje?”, „Czy jeśli wytniemy cały ten park i postawimy wielkie lotnisko to pojawi się tutaj więcej osób?” Każdy z nas ma podobne pytania, każdy z nas zadaje je sobie po cichu w swej głowie, każdy z nas to czyni. Ale nikt z nas nie jest typową amerykanką.

Do czego piję? Ano był sobie dzień, kiedy typowa amerykanka oraz typowa niedźwiedzica z dziećmi (a także z tym jednym mądrym) postanowiły wybrać się w podróż i pozwiedzać. Typowa amerykanka chciała udać się na hamburgera, a typowa niedźwiedzica na jakiegoś tuńczyka, tudzież inną rybkę. Podczas tego spaceru amerykanki i niedźwiedzicy z dziećmi doszło do tragicznego zdarzenia…

Niedźwiedzica pomyliła drogi i… weszła w sam środek obozu ludzi i… zaczęło się. Typowa amerykanka zamierzała krzyknąć, jej usta jednak zajęte były żuciem kawałka bułki z kotletem. Zamiast krzyku z ust wydobył się jedynie kawałek mięsa, który poszybował i trafił w starszego pana. Pan ów krzyknął przeraźliwie, na co zareagowali wszyscy mieszkańcy ośrodka. Natychmiast skierowano potężne reflektory w niedźwiedzicę i jej dzieci. Niedźwiedzica natychmiast zaatakowała typową amerykankę, rozorała jej twarz i razem z młodymi czmychnęła w las.

Ale jest też inna historia, historia, którą przytoczył nam mały bystry niedźwiadek. Kiedy padły pierwsze snopy światła, stara niedźwiedzica otoczyła swym potężnym ramieniem swoje młode (prócz oczywiście mądrego niedźwiadka, który potrafił sobie radzić sam) i zamierzała się wycofać. Już zbliżała się do krawędzi obozu ludzi, gdy nagle typowa amerykanka wybiegła z lasu i poczęła biec w kierunku niedźwiedzicy. W rękach dzierżyła jakiś tajemniczy obiekt, na którym widniał świecący napis. Niedźwiedzica nie potrafiła czytać, ale młody niedźwiadek czynił to wyjątkowo dobrze, szybko odwrócił się do matki i wydarł się: „To Conan”! Stara niedźwiedzica znała jednego Conana, Conan ten był straszny, Conan ten walczył z niedźwiedziami, Conan ten skręcał im karki, Conan ten rozpruwał ich brzuchy, Conan ten łamał ich szczęki. Stara niedźwiedzica nie chciała, by Conan zrobił jej młody krzywdę, a ta wielka kobieta, która zbliżała się do nich szybkim tempem miała Conana, w dodatku zamkniętego w puszce, a każdy niedźwiedź wie, że najgorszy Conan, to ten, który siedzi w puszcze i czeka, by z niej wyskoczyć. Po takim Conanie można się wszystkiego spodziewać. Więc wstała owa niedźwiedzica, wyprężyła swe i tak wielkie ciało (lecz przy typowej amerykance i tak była węższa w talii) i z gracją starej niedźwiedzicy (a trzeba wam wiedzieć, że stare niedźwiedzice poruszają się z gracją motyla, który nawdychał się pyłków z zakazanego kwiatu) rzuciła się na typową amerykankę z Conanem w ręku. Jednym zwinnym ruchem rozłamała tę konserwę (z której o dziwo Conan nie wyskoczył – pewnie była przeterminowana – dop. autora bloga), a następnie rozorała twarz właścicielce Conana w puszce. Dopiero, gdy uciekała z lasu, młody niedźwiedź burknął do swej matki: „Canona! Canona idiotko!” i razem z matką oddalił się z obozu strasznych ludzi.

Amerykanka zmarła. Canon (Conan w puszcze) odmówił współpracy. Lecz gatunek amerykanki postanowił pomścić swój lud, postanowił zniszczyć wroga i przywrócić dawny ład (z logicznego punktu widzenia powinni zniszczyć siebie i wtedy ład byłby zachowany). Rozpoczęła się więc obława, zaczęto przeszukiwać las pod kątek frazy „niedźwiedź bez ptaszka”, a następnie eliminować takich osobników. Po całym lesie rozesłane zostały listy gończe, ale stara niedźwiedzica była już daleko stąd. Jednak lud amerykanki nie spoczął, pod koniec tygodnia wybitych zostało 165 sztuk innych niewinnych niedźwiedzicy oraz 63 młode sztuki małych niedźwiedziątek, które zostały oskarżone o współudział.

Od tamtej pory nikt o starej niedźwiedzicy nie słyszał. Niektórzy tylko twierdzili, że ów niedźwiedzica zamieszkała wśród ludzi i tam planuje zemstę, brutalną zemstę. Zemstę mającą na celu wybicie całej rasy ludzkiej, rasy panów. Ale to z czasem, niech dalej myślą, że są bezpieczni. Ja jednak wiem, że zemsta nadejdzie – rzekła kobieta o wyjątkowo obfitym, pomarańczowym, owłosieniu, poprawiła futro, otarła ślinę ściekającą z pyska, wytarła kły, wdziała kapelusz, po czym wstała z krzesła i na czterech łapach udała się w swoją drogę.