Powrót do życia…

Udało się, wracam do życia. Moje serce znowu zaczyna bić, a umysł mój znowu opuszcza słoiczek z formaliną i przenosi się do nowego okrągłego lokum, jakim jest moja głowa. Co takiego podziałało na mnie? Bodźców było kilka, nie wiem, który był tym najważniejszym, ale bardzo raduje mnie fakt, że się mi udało.

Książki. Od momentu zbudzenia się z letargu przeczytałem dwie fantastyczne książki, pierwsza to dziwaczna powieść (Dolina sumienia – Marina & Siergiej Diaczenko) o dwójce ludzi, którzy mają niesamowitą umiejętność emocjonalnego wiązania ludzi. Okłada i tytuł w sposób bardzo prosty odstrasza ludzi, ale wystarczy przeczytać kilka stron, by zaraz złapać zapał. Druga wspaniała lektura to Kod Leonarda da Vinci. Kiedyś szokowało, kiedyś budziło kontrowersje, podejrzewam, że te budzi dalej. Książka to inne spojrzenie na religię, którą niestety wszyscy znamy. Tutaj Jezus jest zwykłym charyzmatycznym ludkiem, w piękny sposób ukazuje też starania kościoła, by zapanować nad motłochem. Zakończenie książki tylko trochę rozczarowuje, ale nie można mieć wszystkiego. Powiem tak, jeśli wahasz się nad Pismem Świętym lub Kodem, to zdecydowanie polecam Ci to drugie, jest ciekawsze.

Muzyka. Ach, dorwałem w swoje uszy cudowne kawałki, zapomniane piosenki wykonywane przez jednego z największych (nie najwyższych) polskich muzyków (przynajmniej dla mnie). Ten gość to Paweł Kukiz. Piosenki, w których w piękny sposób naśmiewa się z religii, z księży, z naszego wielkiego wroga jakim była Rosja (to wyjątkowo mi się podoba). Kawałki są żywe, szybkie, wolne, martwe, pełne, nijakie… Co tylko człowiek chce.

No i Linux. Ponownie przeżywam chęć działania, zmiany w moim systemie. Postanowiłem znowu wrócić do aktywnego rozpieprzania systemu, bo jeszcze nie powstał taki, którego zniszczyć bym nie umiał. Co na początek? Powrót do mojego dawnego KDE 3.5, nagranie KDE 4.0 z dziennych porcji źródeł i dalsze grzebanie w systemie, lecz tym razem już w innych kategoriach. Co dokładnie to nie wiem, ale czas pokaże.

Do polityki nie wracam, dość użerania się ze złodziejami. WRÓĆ! Złodziej przynajmniej uczciwie kradnie, polityk robi to w sposób wyjątkowo odrażający.

Prawdopodobnie niedługo będzie kolejna notka, tym razem mam ochotę dzielić się tym co mam w środku. Ciekawe tylko na jak długo to zostanie. Wracam do Kukiza i jego wspaniałych piersi.

Reklamy

Lekkie znudzenie?

Sesja zakończona pełnym sukcesem. Wszystkie egzaminy zostały zaliczone w głównym (lub pierwszym poprawkowym) terminie. Nie kryję, że dużo w tym było szczęścia, ale jednak zawsze liczy się efekt. Sukces jest? JEST! Więc teoretycznie nie powinienem narzekać… Teoretycznie, praktyka jednak jest zupełnie inna…

Niewielu wie, że ostatnimi czasy zająłem się zmianą systemu operacyjnego z Windows na Linux. Chciałem dowiedzieć się czegoś nowego, poznać, odkryć, być legalnym. Tak też uczyniłem, dowiedziałem się czegoś nowego, poznałem coś co było mi nieznane, odkryłem nowe możliwości, stałem się legalnym. Jednak po roku korzystania z systemu operacyjnego Linux, trochę mi się to już znudziło. Zero zawieszeń, zero zrywów, zero frajdy, zero emocji… A to wszystko dawał Windows, który podczas zawieszenia potrafił pożreć wszystkie dane z dysku. To były czasy, ale wracać chyba do nich mi się nie chce (kolejna oznaka znudzenia?). Znudziło mi się konfigurowanie, grzebanie w plikach konfiguracyjnych, teraz mój system po prostu stoi, a ja błąkam się po olbrzymich terenach internetu licząc, że odnajdę swój cel… Jak na razie z zerowym rezultatem.

Książki. Tak, to też pochłaniało znaczną część wolnego czasu. Czytałem, a nawet pochłaniałem wszystko co dostało się w moje ręce. Teraz przeczytałem co miałem i… Dotarłem do pustki, nie chce mi się brać nic nowego, nie chce mi się zgłębiać w nową lekturę. Czytanie straciło dla mnie sens.

Jazda na rowerze. O tym wie niewiele osób, ale kiedyś byłem prawdziwym miłośnikiem jazdy na tym dziwnym wehikule. Potrafiłem jeździć pół dnia, tylko po to, by później wrócić do domu, odpocząć i następnego dnia znowu ruszyć w trasę. Miałem ambitne plany, wziąć całe swe oszczędności i samemu zmontować sobie rower z gotowych części (bo i trudno, bym sobie je sam wyrabiał). Później to przerodziło się w chęć zakupu gotowego roweru i wymianie niektórych elementów na lepsze. Teraz to wszystko mocno oddaliło się, ograniczam swą działalność do przeglądania stron z rowerami i umownym przenoszeniem ich do dwóch zakładek: fajne, głupie, fajne, głupie. I tak w nieskończoność. Nawet rower mi się znudził, czy może być coś jeszcze?

Polityka. W pewnym momencie byłem tak bardzo zaawansowany, oglądałem wiadomości, czytałem newsy, pochłaniało mnie to całkiem nieźle. Łaziłem po obcych blogach, patrzyłem co ludzie mają do zaofiarowania, nawet sam o tym pisałem, a teraz już mi się nie chce. To wszystko też cholera wzięła i zabrała ode mnie daleko precz.

Mój blog. To także zaniedbałem, tego też mi się już nie chce. To też oddala się w szare zakątki mojego umysłu… To też może przepaść bezpowrotnie.

Czy to choroba? Czy to jest uleczalne? Czy to się kiedyś skończy? Czy na powrót odnajdę jakiś cel w moim życiu? Czy jest szansa na to, że ten okres przeminie? Mam nadzieję, że to `lekki znudzenie` szybko przeminie.

Linux vs. Windows

Tak mnie się wydaje, że większość osób błąkających się po tym świecie, nie wie, że prócz systemu Windows istnieje coś alternatywnego. Ludzie tak zafascynowani są płaceniem za oprogramowanie (bądź kradzież oprogramowania), że nie dostrzegają faktu, iż to samo można mieć za darmo. Tak się składa, że mam system Windows Vista SP1, Windows XP SP3 (testowe, tylko po angielsku), Debian Sid/Experimental, Ubuntu/Kubuntu. Mogę więc śmiało dokonać pewnego rodzaju oceny tych systemów, a zacznę od tego, który rozczarował mnie najbardziej.

Windows Vista Business.
Produkt otrzymałem w ramach MSDN AA, nie ważne co to znaczy ważne, że jest. A skoro dają za darmo to brać warto, a co tam! Skoro już dostałem coś za darmo, to warto zainstalować. W tym celu postanowiłem całkowicie wyczyścić wszystkie dyski, żeby nagrać to na spokojnie i mieć święty spokój. Po wyczyszczeniu wszystkich dysków, przyszedł czas na instalację nowego dziecka Microsoftu.

I tutaj już na samym początku czekały mnie dwie bardzo przykre niespodzianki. Posiadam dwa dyski twardy, jeden 120GiB, a drugi 250GiB, zawsze system instalowałem na mniejszy, a sobie na dane pozostawiałem ten większy. Tym razem tego uczynić nie mogłem, gdyż Windows Vista za cholerę tego małego wykryć nie chciał. Znaczy… Wykrywać, to wykrywał, ale twierdził (tak, jedyny system, który coś stwierdza), że on mu nie odpowiada (bo pewnie jest za mały i za stary) i na niego nie nagra. Na cóż, postanowiłem więc poświęcić ten większy, trudno. Czasami nagrywając coś `nowego` trzeba się nacierpieć.

Będąc na tym samym poziomie instalacji (wybór dysku i partycji), znowu trafiła mnie jasna cholera. Windows Vista nie przewidział możliwości tworzenia partycji logicznych. A przynajmniej na moim systemie te nie chciały się tworzyć. Mogłem utworzyć cztery główne i koniec. Ciekawe co jeśli miałbym dysk 500GiB? Cztery partycje po 125GiB? No coś by mnie szybko trafiło, gdybym miał te wszystkie kawałki zdefragmentować, przelecieć Scandiskiem czy przeszukać w poszukiwaniu wirusów. Na szczęście miałem ze sobą coś takiego jak Windows XP, który w przeciwieństwie do swego następnika był w stanie utworzyć większą liczbę partycji (wniosek taki, że Windows XP powinien być dodawany do Windows Vista). Wymiana nośników, podział partycji, uruchomienie ponownie komputera, wymiana nośnika, instalacja systemu (Windows XP bez problemu wykrywa oba dyski i jest mu obojętne, gdzie nagra sobie swoje pliki).

Po trzydziestu minutach oczekiwania i czytania standardowych formułek Microsoftu w końcu przyszedł czas na odpalenie systemu. Przyznaję, że system wyglądał całkiem ładnie, ale specjalnych różnic w porównaniu z Windows XP nie widziałem. Poprawienie wyglądu, zwiększenie wymagań i wszystko. I to ma być nowy system? Jak dla mnie, to powinna być to marna nakładka (swoją drogą, jest taki projekt jak Crystal XP, który jest w stanie sprawić, że stary poczciwy Windows XP, będzie wyglądał bliźniaczo podobnie do Windows Vista – Czemu więc Vista nie jest nakładką? Bo jest to kolejny sposób, by naciągnąć klienta na 300zł).

Goły system już jest, czas sformatować partycje przygotowane przez Windows XP i zainstalować kilka programów. Podczas formatowania przypomniałem sobie dawne czasy Windows 95 i Windows 98SE, podczas formatowania dowolnego nośnika jest okienko, po którego zaznaczeniu system Windows Vista „utworzy dysk startowy systemu MS-DOS” (po kiego to jeszcze komu?). Niby fajnie, ale… Dlaczego to ciągle pozostawało nieaktywne? Niezależnie czy formatowałem zwykły dysk twardy, czy dyskietkę, ta opcja była zacieniowana i niemożliwa do zaznaczenia. Podejrzewam, że zawieruszyło się to gdzieś w kodzie i programiści nie byli w stanie tego odnaleźć. Zdarza się najlepszym.

W końcu, po sformatowaniu wszystkich dostępnych partycji, przyszedł czas na dogranie podstawowych i niezbędnych aplikacji (sam system jest pusty, całe 7,5GiB danych na dysku to tylko system, aplikacji nie ma niemal w ogóle). Wiadomo, dograć OpenOffice, Gimp, jakiś komunikator, Firefox i Operę, program antywirusowy, klienta poczty i jeszcze kilka innych programików. Pobranie poszło bezbłędnie i byłem gotowy do instalacji pierwszego z nich, gdy wyskoczył mi komunikat o dostępnych aktualizacjach. Wciskłem, że się zgadzam, komputer chwilkę zabulgotał, po czym rozpoczął się etap kilku restartów systemu. Pierwszy restart, dogranie aktualizacji, drugi restart, dogranie aktualizacji, kolejny restart i… System już nie wstał. Myślałem, że strzeli mnie jasna cholera, nie dość, że się z tym tałatajstwem męczyłem, to teraz jeszcze wszystko się grzmotło. Ale co zrobić, rozpocząłem od nowa proces instalacji.

Po kolejnej godzinie użerania się z tymi samymi tekstami Microsoftu przyszedł czas na aktualizację. Ponownie dograłem aktualizacje, wykonałem kilka restartów i… Tym razem wszystko się udało, ale gacie miałem troszkę cięższe. Trzeciego podchodzenia do Windows Vista bym raczej nie wytrzymał. Teraz czas nadszedł na ponowne pobieranie aplikacji niezbędnych (tamte zapisywane były na pulpicie, więc wszystkie przepadły) i zainstalowanie ich w nowym systemie. Przy instalacji pierwszej aplikacji, wyskoczyło okienko, że coś stara się ingerować w system i potrzebna jest moja zgoda. Chciałem się zgodzić, więc znowu grzmotłem w `ok` i program zainstalował się. Bajer niby ciekawy, ale przy instalacji kolejnych aplikacji zaczęło mnie to mocno irytować. Ciekawi mnie tylko po co to wszystko jest? Zabezpieczenie przed uszkodzeniem systemu? Gdyby chociaż wymagali podania jakiegoś hasełka, a tak? No sam nie wiem, myślę, że wszystko po to, by jeszcze bardziej obrzydzić ludziom życie.

System Windows Vista stoi do dziś i zbytnio mi nie przeszkadza (bo z niego nie korzystam), ale podczas kilkakrotnego używania wyłapałem jeszcze ło takie cusie:
1. Ogromna pamięciożerność systemu, po dograniu SP1 i aktualizacji, procent zużycia ramu przekroczył 35% (z 2GiB to jest bardzo dużo).
2. Ogromna pojemnożerność systemu, po dograniu aktualizacji i aplikacji na dysku głównym zajęta jest ogromna ilość miejsca, niedługo będzie pewnie zajmował tyle co dwa gołe systemy.
3. Windows Vista oferuje dodawanie appletów do pulpitu, jest też opcja pobrania nowych. Jednak zawsze gdy wchodzę na stronę Microsoft to… Niestety nowych tam nie widzę, nie widzę tam w ogóle niczego nowego. Jaki system tacy użytkownicy. :P

I tyle odnośnie nowego systemu. Jeśli ktoś się waha pomiędzy systemem Windows XP, a Windows Vista, to ja polecam ten pierwszy, szybszy, wydajniejszy. Jedyny problem to brak DX10, ale pewnie i to zostanie niedługo rozwiązane przez społeczność użytkowników. Trzeba tylko czekać.

Debian Sid/Experimental i Ubuntu/Kubuntu.
Te trzy systemy (Debian, Ubuntu i Kubuntu) także otrzymałem za darmo (ale w przeciwieństwie do Windowsa, te może za darmo mieć każdy), więc także postanowiłem sobie przygarnąć je do własnego domku i zainstalować na własnym komputerku. Debiana trzeba pobrać samemu, natomiast Ubuntu i Kubuntu można sobie za darmo zamówić na stronie producenta.

Na początek wiadomo, instalacja systemu na wcześniej przygotowanych partycjach.Tutaj pierwsza niespodzianka, systemy te nie obsługują partycji NTFS i FAT, ale same polecają przygotowanie dysku w postaci ext3 oraz swap. W przypadku Debiana wszystko odbywa się w oczojebnym instalatorze przypominającym trochę dawne systemy DOS, natomiast w Ubuntu i Kubuntu wszystko odbywa się bezpośrednio z uruchomionego systemu (super sprawa, system jest uruchomiony zanim zostanie zainstalowany), dzięki czemu możemy korzystać z internetu, tworzyć dokumenty i gadać przez komunikatory podczas instalacji systemu. Niektórzy narzekają (pozdrawiam Pawełka :P…), że tworzenie tych partycji jest mocno upierdliwe, że trzeba się znać. Ja twierdzę natomiast, że znać się nie trzeba, wystarczy czytać. Po uruchomienia odpowiedniego narzędzia możemy ustawić, aby partycje ustawiły się same lub stworzyli wszystko samemu. W przypadku tworzenia przez samych siebie jesteśmy poinformowani, że trzeba utworzyć jedną partycję główną `/` o pewnej minimalnej pojemności oraz partycję `swap`, która także musi spełniać jakieś normy. I wszystko, zero problemów.

Ponieważ Debiana musiałem sam pobrać z internetu, to pobierałem tę wersję, która zajmuje najmniej miejsca, czyli jakieś 150MiB (jest tez mniejsza, ale tego jeszcze nie testowałem, więc nie wiem jak wygląda instalacja w tamtym systemie), po zainstalowaniu systemu mamy więc tylko system główny oraz środowisko graficzne, całą resztę musimy sobie sami pobrać. I tutaj mamy dwie możliwości, pobieramy pliki *.deb niezbędnych aplikacji (*.exe są złe) lub pobieramy wszystko z repozytoriów. Czym są repozytoria? To coś jak wielka szuflada, w której jest schowane naprawdę dużo rzeczy. Wyobraź sobie, że w domu zamiast wszystkich szafek, masz jeden schowek, w którym jest wszystko. Jak sobie tak człowiek pomyśli to musi tam być straszny burdel, ale na szczęście repozytoria to nie schowek i w nich mamy wszystko ładnie poukładane. Wystarczy wpisać w konsoli (gdybym miał opisać to narzędzie, to… coś jak czytnik myśli, jak chwilę pomyślimy i mocno czegoś zapragniemy to w końcu to będzie nam dane) `aptitude install openoffice.org firefox kadu amarok gimp ktorrent amule vlc psi wine`, chwilę poczekać i… Już mamy system z pobranymi i zainstalowanymi wszystkimi niezbędnymi (przynajmniej dla mnie są to niezbędne) aplikacjami. System gotowy do użycia. Wydajność tego systemu plasuje się w okolicach połowy systemu Windows XP, tak więc… Jak nie patrzeć, zyskujemy i to całkiem sporo.

Ubuntu i Kubuntu samo przychodzi do naszego domu, więc jeszcze lepiej niż w przypadku Debiana, jedyny problem to długi okres czekania, ale co tam. Jak komuś się spieszy to może sobie pobrać obraz płyty bezpośrednio z internetu. Instalacja jest prosta i nie sprawia żadnych trudności, dodatkowo podczas instalowania systemu, śmiało możemy robić co mieliśmy robić i nie tracić czasu. Instalacja przebiega zazwyczaj bezproblemowo i po chwili mamy zainstalowany goły system… Ale czy aby na pewno jest on goły? Otóż nie, prócz podstawowego systemu, mamy dodatkowo wszelkie niezbędne aplikacje. Żyć nie umierać, podczas instalacji robimy jedno, po skończonej instalacji robimy to samo… I tak powinno być.

Wybór systemu powinien być teraz znacznie prostszy, jednak żeby było sprawiedliwiej muszę coś dodać odnośnie korzystania z systemu Debian i Ubuntu/Kubuntu. To już nie jest tak łatwo jak w systemie Windows. Zanim ktoś zajmie się systemem Linux warto poznać trochę to z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Co stanowi największy problem? Na początku problemem może być instalacja sterowników karty graficznej i dźwiękowej (do pierwszego polecam Envy, a do drugiego poszukanie w internecie, na stronie debian.linux.pl wszystko jest pięknie opisane zarówno dla grafiki jak i dla dźwięków). Później problemy mogą być tylko z grami, ale ja żadnych takich problemów nie miałem, podejrzewam, że jest to mit, bo u mnie wszystko działa tak jak powinno. Jeden gry działają szybciej, a drugie wolniej niż na systemie Windows. No i w zasadzie to wszystko, Linux raz dobrze skonfigurowany będzie służył naprawdę długo.

Tak więc jeśli masz piracką wersją systemu Windows, jeśli masz dość systemu Windows, jeśli masz dość systemu Linux i kupę kasy, jeśli masz dość systemu Linux i możliwość skorzystania z MSDN AA, jeśli masz nowy komputer to dzięki mnie znajdziesz rozwiązanie. Ja bardzo długo korzystałem z systemów Microsoft, ale gdy tylko spotkałem się z systemem Debian, to zmieniłem swe przyzwyczajenia i teraz jestem z tego bardzo dumny.