WOLNOŚĆ!

O tym czym jest Wolność chyba każdy wie. Pierwsze skojarzenie to demokracja. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Jak przeczytałem gdzieś w internecie: „Demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i jedna owca głosują na temat „Kogo zjeść na śniadanie?”, a Wolność jest wtedy gdy dobrze uzbrojona owca przeciwstawia się woli wilków”. Trochę to przekręciłem, ale sens jest ten sam. Zatem czy demokracja to Wolność? NIE!

Ludzie powiadają, że żyję w demokratycznym kraju, w kraju wolnym. Inni natomiast twierdzą, że USA jest krajem demokratyczniejszym, czyli z logicznego punktu widzenia wolniejszym. W Europie są kraje jeszcze bardziej demokratyczne od USA, zatem i one są jeszcze bardziej wolniejsze? Jeśli możemy stopniować demokrację, to czy możemy to robić z wolnością? Dany kraj jest `wolniejszy` od drugiego kraju? BZDURA! Nie ma czegoś takiego jak mniejsza lub większa wolność. JEST TYLKO WOLNOŚĆ i ograniczanie wolności. Zwłaszcza to drugie wychodzi w naszym kraju rewelacyjnie.

Wszędzie gdzie tylko człowiek spojrzy tam nakazy i zakazy, niemal zero samowolki. Tyle się mówi o wolności, tyle się mówi o niezależnym wyborze, a tymczasem wszystko jest nadzorowane przez państwo. Nie wolno mi w dowolnym miejscu przekroczyć jezdni, nie wolno mi poruszać się pojazdem z niezapiętymi pasami, nie wolno mi popełnić samobójstwa, nie wolno jeździć rowerem z dwoma światłami z przodu (!!), nie wolno mi przejechać na czerwonym świetle nawet gdy to nie utrudnia ruchu, nie wolno mi szerzyć pewnych poglądów (komunizmu, nazizmu, faszyzmu itp. – nawet bym nie chciał, ale ktoś inny może chcieć), nie wolno zawrzeć związku małżeńskiego z osobnikiem tej samej płci, nie wolno dokonywać zabiegu usunięcia swojego dziecka itd. itp. Tak wiele rzeczy nie wolno, a to nie wszystko, są jeszcze rzeczy, które robić MUSZĘ! Mam obowiązek płacenia abonamentu, nawet jeśli nie oglądam/słucham nic państwowego, mam obowiązek wypełniania rozliczeń podatkowych, które tylko pomagają innym okraść mnie samego, mam obowiązek jazdy na światłach dziennych, mam obowiązek jazdy tylko na określonych paliwach… KURWA! Jedynie tylko obowiązki i zakazy. Razem połączone tworzą chorą rzecz jaką jest Rzeczpospolita Polska.

Ale koniec z tym dziadostwem! Apeluję teraz do wszystkich (ta, ok. 50 osób dziennie, to się mój apel obije wszystkim o uszy), walcie to, bądźcie wolni na przekór państwu.

Chcesz sam decydować o swoim życiu? No to postępuj tak jak każdy wolny człowiek. Przechodź przez drogę w dowolnym miejscu, jeśli masz na to ochotę, nie zapinaj pasów jeśli jest to dla Ciebie niewygodne i ograniczające Twoje ruchy, nie płać abonamentu RTV, popełnij samobójstwo jeśli tylko najdzie Cię na to ochota, jeździj rowerem z dowolną ilością świateł, byleś tylko był widoczny na drodze, wyznawaj poglądy jakie tylko chcesz, zawieraj związek małżeński z kim tylko masz ochotę, pracuj na czarno jeśli masz na to ochotę, dokonuj aborcji jeśli wiesz, ze dziecko to będzie stanowić dla Ciebie jedynie problem. Rób wszystko, co sprawi, że staniesz się człowiekiem `bardziej wolnym`. Nie daj się sukinsynom. Okradaj złodziejskie państwo jak tylko jest to możliwe. Dość już bycia biernym obywatelem, najwyższy czas, by pokazać lwi pazur i powiedzieć STOP temu chamstwu!

Chcesz być bezpieczny? Kup sobie broń, noś przy sobie gaz, pałkę, cokolwiek co będzie w stanie pomóc Ci się chronić. W życiu trzeba dokonać trudnego wyboru, przestrzegać prawa czy chronić własne życie? Ja wolę to drugie, nawet drastycznym kosztem tego pierwszego.

Pamiętaj o jednym, Wolność jest możliwa, Wolność jest w zasięgu ręki, a czy z tego skorzystasz, to już tylko Twoja sprawa. Ja mówię dość!

Reklamy

Aborcja – znowu…

Dziś, jak każdego innego dnia, włączyłem sobie internet i tradycyjnie zacząłem przeglądać serwis Interia.pl w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Jedyne co mnie zaciekawiło to aborcja… Niestety jakoś tak to się wszystko układa, że to co najbardziej kontrowersyjne jest i najbardziej ciekawe. Moje zdanie na ten temat większość powinna znać – jestem ZA! Jednak teraz chciałbym napisać tutaj coś co mnie zaciekawiło, coś niepokojącego.

Zapewne jeszcze nie wiecie, ale ludzie dzielą się na dwa gatunki (tylko DWA!): wierzących i niewierzących, wysokich i niskich, grubych i chudych, mądrych i głupich, popierających aborcję i tych, którzy są za absolutnym zakazem. Są też tacy, którzy większość mają w dupie, ale to nie za bardzo ludzie są.

Cóż znalazłem na tym, chyba jedynym w Polsce, serwisie, który wie, że są też użytkownicy innych systemów niż MW? Ano informację, że każda brzuchata dziewczyna może jechać sobie do United Kingdom i tam bez żadnego stresu (a także i opłat) dokonać legalnego zabiegu usunięcia ciąży (oczywiście do czasu, tylko we wczesnej ciąży, przy pomocy magicznych pigułek – pani połyka, dziecko znika). Super, brawa dla tego państwa, podoba mi się to.

Jednak pojawiły się w komentarzach (cud gdyby było inaczej) osoby, które ta sprawa mocno zbulwersowała. Na ich nieszczęście ja także tam wszedłem i wyciągnąłem pewne wnioski. Wiem już dlaczego w Polsce aborcja jest zła i czemu tak wiele osób to krytykuje. Pewnie Ameryki nie odkryję, ale swe paskudne paluchy macza w tym sekta Kościoła Katolickiego (sekta – grupa ludzi skupiona wokół jakiegoś przywódcy – ze słownika języka polskiego).

Pisałem już, że ludzi można podzielić na dwie kategorie. Nie wiem czemu, ale znaczna większość osób z Interia.pl krzyczących za tym, że aborcja jest zła, wrzuciłbym bez przeszkód do następujących worków: wierzący i głupi. Dlaczego? Każdy post zagorzałego katolika wyglądał mniej więcej tak (odpowiedzi na komentarze osób, które zamierzają lub już dokonały aborcji): „Ty (tutaj negatywny epitet określający osobę, która usunęła z siebie dziecko), będziesz smażyć się w piekle”, „Ty (tutaj negatywny epitet określający osobę, która usunęła z siebie dziecko), Bóg Cię ukarze”, „Ty (tutaj negatywny epitet określający osobę, która usunęła z siebie dziecko), jesteś nieczułym (tutaj negatywny epitet określający osobę, która usunęła z siebie dziecko). Tak wygląda większość komentarzy. Nie wiem jak wy, ale osoba, która określa inną osobę mianem (tutaj negatywny epitet określający osobę, która postępuje inaczej niż JA), sama staje się (tutaj negatywny epitet określający osobę, która postępuje inaczej niż JA).

Ostatnim zdaniem strzeliłem sobie lekko w głowę, ale warto było. Osoby z wyprutymi umysłami, niezdolne do samodzielnego myślenia, osoby, dla których jedynym guru jest oszołom krzyczący z kapliczki nie zasługują na nic lepszego. Warto im dokopać, człowiek wtedy czuje się szczęśliwszy.

P.S. Każdy może być przeciwny aborcji, ale niech w dyskusji korzysta z czegoś co nazywa się mózgiem. Ja mówię jedynie STOP tym, którzy podczas dyskusji korzystają jedynie z mózgu innej osoby, zapominając, że sam są w taki organ wyposażone, skromnie, ale są.

Dżołkuś…

Ponieważ znudziło mi się już pisanie na tym blogu, postanowiłem z tym zerwać… Dalsze pisanie notek nie ma już tutaj sensu, aktywność niska, więc zamykam bloga… Rodzice się pochorowali, więc muszę przerwać pisanie… Kurwa, dość już…

Nie lubię dzisiejszego dnia, ludziom odbija, wypisują takie kretynizmy, będąc przecież świadomymi, że nikt tego nie potraktuje na poważnie. Po co więc to pisać? Dla podtrzymania tradycji? Żeby sobie zrobić z kogoś jaja? Żeby się pośmiać? Żeby nabić ilość notek? Nie, mam pojęcia, ja zrobię inaczej.

Wszystkim żartownisiom proponuję odejście od standardowych żartów i zrobienie czegoś na naprawdę dużą skalę, oto kilka moich pomysłów:

1. Dzwonić na policję, a następnie informować panów policjantów o wypadku jaki miał miejsce na pobliskim skrzyżowaniu. Później siedzieć tam w krzakach i czekać. Gdy tylko pojawi się radiowóz wyskoczyć i krzyknąć: „ŻARTOWAŁEM!”. Oczywiście zamiast wypadku możemy zgłaszać też napadnięcie na jakąś osobę, okradzenie mieszkania czy inny rodzaj przestępstwa, do którego musi władza wyjechać. Wierzę, ze panowie policjanci mają wysokie poczucie humoru i wieczorem wszyscy będą się przy piwku zarykiwać ze śmiechu.

2. To samo co w punkcie pierwszym tylko do zamiast na policję, dzwonić do straży pożarnej i zgłaszać pożar lasu, lub na karetkę i zgłaszać zawał serca lub inny ciężki przypadek.

3. Wbić komuś aluminiowy pręt w plecy i krzyknąć: „Hej, wbiłem Ci stalowy pręt w plecy!”, a kiedy on zacznie rzęzić, ty krzyczysz: „Żartowałem, to był aluminiowy pręt!”.

4. Zadzwonić do administracji jakiegoś dużego budynku i poinformować, że w budynku jest jakiś ładunek wybuchowy, ważne by podać dokładną nazwę i ilość ładunku, bo samo bomba to za mało. Śmiechu będzie co niemiara, gdy ewakuowany zostanie jakiś szpital, a my znowu… Podbiegamy i krzyczymy: „ŻARTOWAŁEM!”.

Można też pokusić się o jeszcze bardziej mocne dowcipy. Czego bardzo bym chciał w tym głupim dniu. Nie idźcie na łatwiznę, zróbcie coś poważnego.

Zło świata…

Zacząłem pisać, to dobrze, chyba. Jednak o czym tutaj pisać? O końcu świata? Lepiej nie, to tylko sianie paniki. Obalić Chrześcijaństwo? Szkoda zachodu. Napisać o tym, że kierowcy Ferrari to idioci? Szkoda zachodu. Wiem, napiszę o wszechogarniającym nas chamstwie.

Ostatnio byłem na ul. Żeromskiego (miejsce akcji: Radom) i tam wraz ze znajomymi i rozmawialiśmy o tym, o czym zazwyczaj rozmawiają ludzie w naszym wieku. Kiedy właśnie kończyłem udowadniać, że fontanny są pomieszaniem stylu gotyckiego i współczesnego (gotyckie, bo brzydkie i szpetne, współczesne, bo całkowicie rozpieprzone), zupełnie nagle dopadło mnie zmęczenie i mały głód. Mały głód szybko odpadł, bo zjadłem dani… danie złożone z kebaba. Wiedziałem, że sam idiotyczny jogurcik nie da rady, więc nawet nie próbowałem. Po zjedzeniu posiłku, zanim wróciliśmy do poprzednio napoczętej rozmowy, postanowiliśmy udać się na spoczynek wieczny. W tym celu podcięliśmy sobie gardła.

Uwierzyłeś? Oj, głupi, Ty głupi. Gardeł sobie nie podrzynaliśmy, a spoczynek był tylko chwilowy, na pięknie obsranej przez gołębie, ławeczce. Ponieważ miejsce naszego spoczynku mieściło się tuż obok budynku sądu, to nie trzeba było długo czekać na przyjazd panów w niebieskich mundurach, którzy zdecydowanie zbyt często nadużywają swojej władzy. Z jednej strony samochodu wylazł przeraźliwie wielki drab, z drugiej strony samochodu wyszła bestyja równie potężna i paskudna, jak to pierwsze chłopisko. Przez chwilę obserwowali obie strony ulicy (pewnie po to, by sprawdzić, czy nikt nie stara się odbić więźnia przetrzymywanego w suce* (suka – samochód policyjny będący samicą, jednostką reprodukcyjną. Bywa, że z takiej suki może wysiąść i dziesięciu rosłych psów). Nie wiem czy to tak waliło z budowy obok, czy to ich karki tak trzeszczały podczas rozglądania się. Jedno jest pewne, widok niesamowity, ale raczej im podpaść bym nie chciał.

Nagle zaczęło się, jeden z nich podszedł do suki (od dupy strony) i otworzył jej wielkie wrota. W międzyczasie (międzyczas – jednostka czasu, potrzebna na zmianę wątku głównego na poboczny i powrót z wątku pobocznego do wątku głównego, przy czym, podczas rozwijania wątku pobocznego, czas w wątku głównym nie ulega zmianie) wokół radiowozu zebrała się spora grupa gapiów, wiadomo, każdy chce obejrzeć psy rzucające się na ochłap. Kiedy międzyczas dobiegał końca, akcja znowu wróciła do panów policjantów. Jeden z nich wskoczył do radiowozu i wyprowadził skazańca. Skazańcem okazała się stara kobiecina, która bez pomocy trzeciej nogi (laska drewniana z zagiętą jedną stroną) nie byłaby w stanie dostać się do gmachu sądu.

Chwilę trwało nim kobiecinie udało się pokonać olbrzymią ilość stopni. Wielki drab w niebieskim dresie szedł obok z niewzruszonym czymś na twarzy. Wprawdzie oficjalnie żadnego wyścigu nie było, ale wyraźnie się dało odczuć, że ów drab stara się wyprzedzić kobiecinę i jako pierwszy dojść do budynku. Jak łatwo przewidzieć, drab był pierwszy, wysilił szare komórki (wszystkie trzy) i postanowił zachować się jak najwspanialszy mężczyzna i otworzył drzwi na całą szerokość, sam zaś stanął obok i czekał aż biedna babeczka przekroczy próg sądu. Zanim jednak ta zdążyła przekroczyć ostatni stopień, pan władza najwyraźniej zapomniał po co stoi jak idiota przy otwartych drzwiach. Czym prędzej więc uruchomił swoje komórki, wytężył umysł i… Tym razem nic mu się nie udało, wszedł więc do budynku i zatrzasnął za sobą drzwi. Niewiele brakowało, a biedna babiczka dostałaby potężny cios prosto w czachę, tym razem uratował ją wolny chód.

Reszta już mało ważna. Stara babunia, odstawiła laskę, chwyciła drzwi i wyginając całe swe stare ciało do tyłu, ledwo otworzyła drzwi. Chwyciła laskę swą i jakoś weszła do tego budynku. Strach pomyśleć co dalej się działo w środku, chyba wolę nie wiedzieć. Ciekawi mnie tylko czy każdy policjant to taki wspaniały mężczyzna?

Druga sprawa to jeszcze większe chamstwo, ale tym razem innej kategorii. Pierwsze mogło być przypadkowe, drugi natomiast jest dziełem prawdziwego sukinsyna, prawdziwego chama jakich mało na tym świecie. Pomijam już mazanie po klatce, rysowanie penisów w windzie, wypisywanie kretyńskich napisów na ścianach i inne niegroźne, choć mocno irytujące, rzeczy mające na celu oszpecanie.

Do kogo kieruję tę notkę? Do tego zidiociałego kretyna, który nie potrafi zapanować nad własnym psem lub nad samym sobą. Byłbym w stanie zrozumieć człowieka, gdyby to stało się raz, ale nigdy nie będę w stanie zaakceptować i zrozumieć człowieka, który pozwala swemu psu szczać na klatce schodowej (lub robi to sam). Zwłaszcza, że klatka obszczywana jest w taki sposób, by całość podłogi i schodów była pokryta cieczą właściwą. Co za skończonych chamem i imbecylem trzeba być? Co trzeba mieć w głowie zamiast w mózgu? Nigdy tego nie pojmę, chyba nawet nie chcę tego pojmować, po prostu jedni ludzie tacy są, prawdziwego sukinsyna nic nie jest w stanie zmienić.

Na koniec chciałbym wystosować apel do psa. Psie, który masz właściciela idiotę, zlituj się nad nami mieszkańcami i weź naucz swego właściciela kultury. Przemów do niego, spraw, by zawczasu wyciągał Cię na dwór, tak byś Ty mógł załątwiać swoje potrzeby w bardziej przyjaznym środowisku.

No i apel do właściciela. Idioto, weź Ty się uderz w łeb czymś twardym, byśmy wreszcie mieli spokój. Szczaj sobie we własnym domu, my nie chcemy wąchać twoich (wiedz, że dla ciebie mam zero szacunku) wydzielin, nie chcemy nawet wąchać samego ciebie.

Dziękuję za uwagę, wkrótce mam zamiar jakoś poinformować tego szczającego chama o tym, gdzie może przeczytać sobie co ja o nim sądzę.

Powrót do życia…

Udało się, wracam do życia. Moje serce znowu zaczyna bić, a umysł mój znowu opuszcza słoiczek z formaliną i przenosi się do nowego okrągłego lokum, jakim jest moja głowa. Co takiego podziałało na mnie? Bodźców było kilka, nie wiem, który był tym najważniejszym, ale bardzo raduje mnie fakt, że się mi udało.

Książki. Od momentu zbudzenia się z letargu przeczytałem dwie fantastyczne książki, pierwsza to dziwaczna powieść (Dolina sumienia – Marina & Siergiej Diaczenko) o dwójce ludzi, którzy mają niesamowitą umiejętność emocjonalnego wiązania ludzi. Okłada i tytuł w sposób bardzo prosty odstrasza ludzi, ale wystarczy przeczytać kilka stron, by zaraz złapać zapał. Druga wspaniała lektura to Kod Leonarda da Vinci. Kiedyś szokowało, kiedyś budziło kontrowersje, podejrzewam, że te budzi dalej. Książka to inne spojrzenie na religię, którą niestety wszyscy znamy. Tutaj Jezus jest zwykłym charyzmatycznym ludkiem, w piękny sposób ukazuje też starania kościoła, by zapanować nad motłochem. Zakończenie książki tylko trochę rozczarowuje, ale nie można mieć wszystkiego. Powiem tak, jeśli wahasz się nad Pismem Świętym lub Kodem, to zdecydowanie polecam Ci to drugie, jest ciekawsze.

Muzyka. Ach, dorwałem w swoje uszy cudowne kawałki, zapomniane piosenki wykonywane przez jednego z największych (nie najwyższych) polskich muzyków (przynajmniej dla mnie). Ten gość to Paweł Kukiz. Piosenki, w których w piękny sposób naśmiewa się z religii, z księży, z naszego wielkiego wroga jakim była Rosja (to wyjątkowo mi się podoba). Kawałki są żywe, szybkie, wolne, martwe, pełne, nijakie… Co tylko człowiek chce.

No i Linux. Ponownie przeżywam chęć działania, zmiany w moim systemie. Postanowiłem znowu wrócić do aktywnego rozpieprzania systemu, bo jeszcze nie powstał taki, którego zniszczyć bym nie umiał. Co na początek? Powrót do mojego dawnego KDE 3.5, nagranie KDE 4.0 z dziennych porcji źródeł i dalsze grzebanie w systemie, lecz tym razem już w innych kategoriach. Co dokładnie to nie wiem, ale czas pokaże.

Do polityki nie wracam, dość użerania się ze złodziejami. WRÓĆ! Złodziej przynajmniej uczciwie kradnie, polityk robi to w sposób wyjątkowo odrażający.

Prawdopodobnie niedługo będzie kolejna notka, tym razem mam ochotę dzielić się tym co mam w środku. Ciekawe tylko na jak długo to zostanie. Wracam do Kukiza i jego wspaniałych piersi.

Lekkie znudzenie?

Sesja zakończona pełnym sukcesem. Wszystkie egzaminy zostały zaliczone w głównym (lub pierwszym poprawkowym) terminie. Nie kryję, że dużo w tym było szczęścia, ale jednak zawsze liczy się efekt. Sukces jest? JEST! Więc teoretycznie nie powinienem narzekać… Teoretycznie, praktyka jednak jest zupełnie inna…

Niewielu wie, że ostatnimi czasy zająłem się zmianą systemu operacyjnego z Windows na Linux. Chciałem dowiedzieć się czegoś nowego, poznać, odkryć, być legalnym. Tak też uczyniłem, dowiedziałem się czegoś nowego, poznałem coś co było mi nieznane, odkryłem nowe możliwości, stałem się legalnym. Jednak po roku korzystania z systemu operacyjnego Linux, trochę mi się to już znudziło. Zero zawieszeń, zero zrywów, zero frajdy, zero emocji… A to wszystko dawał Windows, który podczas zawieszenia potrafił pożreć wszystkie dane z dysku. To były czasy, ale wracać chyba do nich mi się nie chce (kolejna oznaka znudzenia?). Znudziło mi się konfigurowanie, grzebanie w plikach konfiguracyjnych, teraz mój system po prostu stoi, a ja błąkam się po olbrzymich terenach internetu licząc, że odnajdę swój cel… Jak na razie z zerowym rezultatem.

Książki. Tak, to też pochłaniało znaczną część wolnego czasu. Czytałem, a nawet pochłaniałem wszystko co dostało się w moje ręce. Teraz przeczytałem co miałem i… Dotarłem do pustki, nie chce mi się brać nic nowego, nie chce mi się zgłębiać w nową lekturę. Czytanie straciło dla mnie sens.

Jazda na rowerze. O tym wie niewiele osób, ale kiedyś byłem prawdziwym miłośnikiem jazdy na tym dziwnym wehikule. Potrafiłem jeździć pół dnia, tylko po to, by później wrócić do domu, odpocząć i następnego dnia znowu ruszyć w trasę. Miałem ambitne plany, wziąć całe swe oszczędności i samemu zmontować sobie rower z gotowych części (bo i trudno, bym sobie je sam wyrabiał). Później to przerodziło się w chęć zakupu gotowego roweru i wymianie niektórych elementów na lepsze. Teraz to wszystko mocno oddaliło się, ograniczam swą działalność do przeglądania stron z rowerami i umownym przenoszeniem ich do dwóch zakładek: fajne, głupie, fajne, głupie. I tak w nieskończoność. Nawet rower mi się znudził, czy może być coś jeszcze?

Polityka. W pewnym momencie byłem tak bardzo zaawansowany, oglądałem wiadomości, czytałem newsy, pochłaniało mnie to całkiem nieźle. Łaziłem po obcych blogach, patrzyłem co ludzie mają do zaofiarowania, nawet sam o tym pisałem, a teraz już mi się nie chce. To wszystko też cholera wzięła i zabrała ode mnie daleko precz.

Mój blog. To także zaniedbałem, tego też mi się już nie chce. To też oddala się w szare zakątki mojego umysłu… To też może przepaść bezpowrotnie.

Czy to choroba? Czy to jest uleczalne? Czy to się kiedyś skończy? Czy na powrót odnajdę jakiś cel w moim życiu? Czy jest szansa na to, że ten okres przeminie? Mam nadzieję, że to `lekki znudzenie` szybko przeminie.

Podsumowanie i nie tylko.

W ostatniej chwili zmieniłem zdanie i notka właściwa pojawi się na samym początku, a nie tak jak miało być uprzednio na samym końcu, statystyki są nudne, zazwyczaj nudniejsze niż polityka, ale mimo wszystko raz na rok wstawić je można. Teraz będzie krótko, bowiem i informacji o tym mam niewiele, ale to trzeba napisać.

Co się stało takiego strasznego, ze warto o tym napisać tutaj na blogu? W dodatku w tak ważnym dniu jakim jest podsumowanie mej działalności? Ano stała się rzecz wspaniała, Polska w końcu stała się krajem bardzo bogatym i jest w stanie zapewnić ogromne podwyżki, nawet takie rzędu 3.000zł. Dziękujemy posłom rzeczypospolitej ósmej?… szóstej?… nieważne, którejś tam z rzędu za to, że podnieśli pensje samym sobie:
Od nowego roku posłowie zafundowali sobie podwyżki. I to nie byle jakie. Po 3 tysiące złotych na głowę.źródło.

Jedna grupa społeczna z głowy, raczej nie powinni już narzekać na niskie zarobki, w tym miesiącu oczywiście, bo wiadomo, złodziej nigdy się nie zaspokoi. Miejmy tylko nadzieję, że pomału dojdą do pewnego poziomu i na tych 50.000zł miesięcznie się zatrzymają, bo nie wolno przeginać. Mam jednak niestety złe wieści dla osób, których rodziny pracują w szpitalach i innych placówkach zdrowotnych:
Kopacz, pytana, czy, jej zdaniem, lekarze żądają zbyt wiele, odpowiedziała: – Nie. Ja sądzę, że żądają zbyt wiele na dzień dzisiejszy (Lekarze chcą podniesienia ich pensji do 8 tys. zł, ma co, według Kopacz, potrzeba ok. 6 mld złotych).źródło.
Przykro mi lekarze, w tym roku padło na posłów, wy musicie sobie jeszcze troszkę poczekać. Ale nie martwcie się, Kopacz wam obiecała, a ona dotrzymuje słowa, ponoć wcześniej obiecała podwyżkę samej sobie, następna będzie najpewniej jej rodzinka. Ale na was też kiedyś padnie i dostaniecie swoje 30,00zł (cyfry te same, tylko przecinek w innym miejscu) podwyżki.

To tyle absurdów politycznych z roku 2007, bowiem to wydarzyło się wcześniej. Nie jest ważne, czy zadecydowali o tym politycy PO, czy politycy PiS. Ważne jest to, że ktoś to przegłosował, a później nikt tego nie odwołał. Ktoś mnie pytał czy rok 2008 będzie lepszy, ja dalej twierdzę, ze będzie, ale nie dzięki złodziejom na Wiejskiej.

Rok 2007 zakończył się, jak każdego roku, jak zawsze tego samego dnia i o tej samej godzinie. Normalka, ja się już przyzwyczaiłem. Rok 2007 to nie tylko 365 dni, w tym roku prowadziłem bloga i czas najwyższy podsumować to co się wydarzyło wklejając tutaj statystyki, a te czasami były powalające.

Oto lista tekstów, który ludzie wpisywali w swych wyszukiwarkach, by ostatecznie wejść do mnie na bloga (tylko wybrane):
– `jestem w wojsku i jest mi tam źle` – normalka, tam zawsze jest źle, ale po co dzielić się tym z google?,
– `miniony rok 2008` – coś mnie ominęło?,
– `gb kj` – i ja Ciebie też!,
– `ameba` – ??
– `MÓJ WłASNY WRÓG DO POBRANIA` – Tego to ja w ogóle nie rozumiem, nie wiem co zamierzał autor, ale… dziękuję Ci google,
– `Walnąć Giertycha w ryj` – Mój ulubiony tekst, pewnie nie uwierzycie, ale pojawiał się kilkanaście razy,
– `literki z czego słynie Polska` – Yyyy?
– `typowy pedał` – Ktoś chciał mieć rozeznanie, wiedzieć kogo bić,
– `rok 2008 według żydów` – Był kalendarz Majów, pamiętnik Madonny, lecz ten osobnik wolał przepowiednie Żydów,
– `zdjęcia nagich sławnych aktorek` – Serwis google i takie rzeczy nalicza,
– `slawni aktorzy nago` – Dowód na to, że porno nie tylko chłopy oglądają,
– `dlaczego nie wolno brać narkotyki` – Bo tak zakazać Ci w naszym kraj,
– `gołe panie bite nago` – Jak się takie coś nazywa?,
– `życie pedałów` – Kolejny zlękniony?,
– `slawni nago zdjecia` – Kolejny erotoman, ile tych ludzi jest na świecie…,
– `czy żydzi są niebezpieczni dla świata` – Tak są, a Ty jesteś jednym z nich!,
– `ksiac pedal` – Pytanie tylko kim jest ksiac?,
– `To jest Smerfów świat` – Sialala, sialala…,
– `kury hodowla zapładnianie` – A Ty bawisz się bardzo brzydko, oj nieładnie…
– `dupy slawnych ludzi` – Aaaa, jeszcze jeden…
– `Mój własny Dinozaur` – Zazdroszczę Ci…
– `kumpel się spotkanie – danie` – Osoba, która rozwiąże ten sekret, proszona jest o pilne wyjaśnienie w komentarzach.
Nie są to oczywiście wszystkie, a jedynie te z ostatnich dni, plus dodatkowo kilka, które zapamiętałem z wcześniejszego okresu. Od tej pory będę to zapisywał, by kolejny rok powitać falą kretyńskich tekstów.

Typowanie zlepków to jednak nie jest wszystko, prócz tego jestem w posiadaniu statystyk odwiedzin mojego bloga, niewiele tego, ale zawsze coś:
Odsłon łącznie: 10,121 – Hurra, w rok przekroczyłem 10000 odwiedzin bloga, zawsze to jakiś sukces,
Best Day Ever: 89 — Thursday, June 28, 2007 – To były czasy, mam nadzieję, że kiedyś to zostanie pobite, liczę na was,
Postów: 44 – Tutaj to ewidentnie zawiodłem ja, przepraszam,
Komentarzy: 232 – Tutaj postaraliście się Wy,
Categories: 12 – To jest chyba zbędne, zwłaszcza, że kategorie ustalam sam,
Tagów: 232 – j.w.
Liczba spamowych komentarzy, przed którymi Akismet ochronił twoją stronę: 86. – Dziękuję Ci Akismet.

To tyle, więcej nie dam rady spisać, ewentualnie dojście do tych informacji jest zbyt kłopotliwe i zbyt upierdliwe. Nie chce mi się. :P Jeśli ktoś liczy, że walnę tutaj jakieś swoje postanowienia noworoczne to się myli, nie po to się wita nowy rok, by sobie życie od razu utrudniać.