Flaga w kupie…

Zdjęcie flagi w kupie.
Link do filmiku z wsadzaniem flagi w kupę.

Ostatnio w programie Kuby Wojewódzkiego dokonano straszliwego czynu, wbito flagę w kupę. Nie wiem do kogo należała ta kupa, ale flaga z całą pewnością należała do kraju, w którym mieszkam. Natychmiast pojawiły się w mediach sensacje, natychmiast pojawiły się oskarżenia, natychmiast PPP (Prawdziwi Polacy Patrioci lub Prawdziwie Pieprznięci Polacy) oburzyło się i zagroziło pozwami.

Czy to co zrobił jest rzeczywiście straszne? Czy wbicie flagi w kupę jest złe? Czy to jest obraza flagi państwowej? Według mojego zdania, NIE! Każdy ma prawo wbić flagę w kupę i kupą obsmarować flagę, wszak mamy żyć podobno w wolnym kraju. Więc gdzie niby jest ta wolność? Chce, to niech sobie wbija, jego program, jego flaga (zapłacił za nią, więc jest jego), w takim razie i jego sprawa co z nią zrobi.

Czyn Wojewódzkiego miał mu podnieść oglądalność, czyn osoby pozywającej (oszołom z LPR) rozgłos dla partii. Każdy chce kawałek kupy dla siebie.

Jaki wniosek? Kupa – rzecz obrzydliwa odrzucająca większość normalnych jednostek, ale dla niektórych jest rzeczą, po którą warto sięgnąć, by zdobyć choć troszkę popularności.

Reklamy

To nas zabija…

To nas zabija, to odbiera chęci do życia, to wprowadza ogromną monotonię, to przyczyni się do zagłady nas wszystkich. O czym mówię? O reklamach, o pieprzniętych feministkach i innych pieprzniętych ludziach, którzy nie potrafią śmiać się z samych siebie. Teraz będzie tradycyjnie.

Kiedyś dawno temu, mogliśmy oglądać w telewizji przezabawną reklamę z nauczycielką w roli głównej. Owa pani spokojnie rozmawiała sobie przez telefon, podczas gdy banda dzieciaków robiła to na co miała ochotę. Po chwili jeden z dzieciaków zaczepił panią i sprawił, że to odwróciła się i ryknęła do wszystkich, jakże popularną już formułkę: „Ja Ci się ponawydurniam, jeden z drugim”. I wszystko. Reklama zabawna i zawsze sprawiała, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech.

Niestety jednak są na tym świecie idioci, kretyni, którzy nie potrafią się uśmiechać. Ci ludzie pozbawieni są całkowicie poczucia humoru. Związek nauczycieli oburzył się niesłychanie, bo przecież w szkole takich sytuacji nie ma! Nom, takich nie, ale już te zdecydowanie gorsze są. Może więc trzeba zrobić reklamę, podczas której dyrektor będzie molestował uczennice? Może wtedy oburzenia nie będzie?

Inna reklama to niedawna reklama Mobilking, w której to panie starają się wykonywać typowo męskie zawody. Jak to w życiu, zupełnie im to nie wychodzi, pani strażak zostaje odrzucona siłą strumienia wody, pani z karabinem odrzucona siłą karabinu strzela do swojego budynku, pani drwal przewraca drzewo na samochód lub domek (pamięć szwankuje) itd.

Tym razem o swoje zaczęły walczyć skretyniałe feministki. Tym razem to one pokazały światu swój całkowity brak poczucia humoru. No bo przecież nie może być tak, że w telewizji ktoś śmieje się z innych, nie po to powstały komedie i parodie, by się z nich śmiać, a po to by nad nimi płakać. Żałosne, mam nadzieję, że jedna z takich idiotek trafi w końcu na mojego bloga i napisze coś od siebie, one są tak głupie, że śmiechu na pewno będzie bardzo dużo.

Ja w blokowaniu reklam proponuję posunąć się jeszcze dalej. Usunąć reklamę płynu do `płukania ust` Domestos, w której to bakterie wyraźnie są nawiązaniem do armii. Wywalić reklamę Plusa, w której to wyraźnie śmieją się ludzie z konduktorów, dróżników i wszystkich innych ludzi związanych z kolejnictwem. Usunąć każdą reklamę, która sprawia, że u kogoś na twarzy pojawia się uśmiech. Przecież nie można śmiać się z innego człowieka! Zakazać śmiechu, zakazać uśmiechu, zakazać wszystkiego co sprawia, że stajemy się lepsi.


`Ja Ci się ponawydurniam jeden z drugim`


`Nie dla bab`

Dziaberek…

Siedzę ja sobie na tym nieszczęsnym nowym systemiku (albowiem w porównaniu do pewnego, `jedynego słusznego` systemu, ten jest tyci-tyci) i nudzi mi się cholernie. System wiecznie aktualny, system całkowicie wolny od zawieszeń, a system bez tego to nudny lekko jest. Cóż więc robię? Ano, cholernie nudzę się. I nie zapowiada się, by to szybko się zmieniło, GNU/Linux jest dobry jeśli ktoś szuka stabilności, większej mocy, większego porządku na dysku i w systemie, zmyślnego systemu aktualizacji, genialnego systemu instalacji aplikacji, i innych udogodnień. Dla fanów nudy, jest to system idealny. Co jednak z takimi, którzy wymagają od życia więcej?

Ja jednak zakładam, że Twój system jest taki jaki chcesz, masz na nim co robić i wiesz co robić, by nie spieprzyć wszystkiego (w przypadku Microsoft Windows próba niespieprzenia wszystkiego ogranicza się do włączania komputera, przeglądania internetu, tworzenia dokumentów i wyłączania komputera, chociaż to ostatnie już lekko w Microsoft Windows Vista lekko szwankuje).

Wielu z was pewnie dalej nie wie, o czym będzie ten temat, macie więc spory problem. Słucham Pawła K., więc szykuje się niezłe lanie wody, ale co tam, wytrwali wytrwają, niewytrwali i tak są głupi. Aby wprowadzić wszystkich w piękny świat rzeczy otwartych, przygotowałem sobie kilka cudownie prostych przykładów.

Przykład 1.
Prawie każdy z nas korzysta z dużego samochodu jakim jest autobus. Niestety do przejazdów potrzebny jest bilet, który można zakupić w każdym kiosku lub bezpośrednio u kierowcy tego pojazdu. Kierowca też człowiek i za wydrukowanie bileciku pobiera dla siebie prowizję (całkiem sporą, jeśli brać pod uwagę cenę biletu). I teraz wyobraźmy sobie, że jesteśmy nierobem… studentem. Studenci mają to do siebie, że mają na bilety dodatkowe 10gr zniżki (przynajmniej tak jest w mojej mieścinie – nieoficjalnej stolicy Europy – Radomiu), bilet zatem wynosi nas tylko 90gr (ale niestety tylko na przejazd jednym autobusem, w jedną stronę, maksymalnie do przystanku końcowego). Teraz właściwa treść przykładu. Mamy właśnie ważne spotkanie na uczelni, które wymaga punktualności… hm, na studiach takich nie ma, więc niech to będzie coś innego, ale równie ważnego, czegoś na co nam się spóźnić nie wolno. W portfelu mamy jedynie resztki pieniędzy, marne 1zł, lecimy do kiosku i widzimy, że ten jest zamknięty. Wchodzimy więc do autobusu, prosimy o bilet i… niestety nam nie starcza, jedziemy więc na gapę, następnie do autobusu wchodzą kanary (kanar – odmiana ptaka, z którą lepiej nie przebywać w autobusie bez specjalnego zezwolenia), my informujemy, że nie mamy biletu, otrzymujemy mandacik o nominale 50zł, dojeżdżamy na miejsce i wiadomo, ten przejazd kosztował nas całkiem sporo. A gdyby kiosk był otwarty, to przejazd kosztowałby nas jedynie 90gr. Lepsze jest otwarte.

Przykład 2.
Tutaj sytuacja bardziej nietypowa. Jesteśmy na pustyni, od sześciu dni błąkamy się bez sensu i bez większego celu (cel niby jest, ale jest on poza naszym zasięgiem – zdechniemy nim go zrealizujemy). Nagle widzimy znak, który już samą swoją treścią ratuje nam życie: „Mapa pustyni i kufel wody za jedyne 10zł, Globus pustyni i kufel zimnego piwa 25zł, Nawigator GPS zalany przesz szklankę wody i kufel piwa 1zł – 5km, za trzecią wydmą w lewo, a później 1km prosto”. Co robimy w takiej chwili? To samo co każdy porządny jogin, przyjmujemy pozycję drzewa i przez osiem godzin cieszymy się chwilą (oczywiście w całkowitym bezruchu). Po tych kilku godzinach szybko biegniemy do trzeciej wydmy, skręcamy w prawo, lecimy 1km, później zawracamy, lecimy 2 km prosto, jesteśmy na miejscu. Spoceni, zmęczeni, głodni i spragnieni. I co? Zamknięte. Następnie kładziemy się na ziemi, umieramy śmiercią tragiczną i stajemy się żywnością dla występujących tutaj okazów. A co gdyby było otwarte? Kupilibyśmy mapę, piwko, później drugie, później jeszcze z dziesięć i przynajmniej umarlibyśmy szczęśliwi. Lepsze jest otwarte.

Przykład 3.
Gramy w piłkę, jesteśmy w tym świetni. Ogrywamy jednego zawodnika, drugiego, później trzeciego i w końcu czwartego. Piąty się wkurza i siep nam wślizgiem po nogach. Noga złamana, boli cholernie, jesteśmy zabierani do szpitala, wciąż okropnie cierpimy, karetka jedzie po nierównych drogach, połamana noga ciągle boli, na koniec sanitariusze upuszczają nas na ziemię, a to wiadomo, boli, zwłaszcza gdy masz poważnie złamaną nogę. Po dwóch latach kuracji wracamy do gry i dalej męczymy się jako piłkarz w B klasie zarabiając 500zł. A teraz podobna sytuacja, w zasadzie to samo, tylko, że przytrafiła nam się poważniejsza kontuzja – złamanie otwarte. No złamanie otwarte, my mdlejemy i nie czujemy co się z nami dzieje, a gdy się budzimy to wszystko jest już prawie GIT. Po dwóch latach wracamy na boisko, ale nie jako piłkarz (kontuzja nas wyklucza), tylko jako trener lub manager i kosimy 5000zł. Lepsze jest otwarte.

Ale o co chodzi? Ciekawi was to bardzo? No to już wyjaśniam. Każda osoba przeszukująca internet w końcu trafia na wspaniałą rzecz jaką są komunikatory internetowe. Jedne są otwarte, a drugi z kodem zamkniętym. O tym, które jest lepsze mogliście przekonać się już doskonale czytając trzy przytoczone przeze mnie przykłady. Przykładem zamkniętego jest cholerne gadu-gadu, które posiada ogrom reklam, do którego włamania się wystarczy prosty program, który można znaleźć w goglach, a dodatkowo system przetrzymywania haseł na komputerze użytkownika jest bardzo prosty w obejściu (też jedna aplikacja, która także łatwo wyszukać w goglach). Przykładów programów z kodem otwartym (lepsze jest otwarte) jest wiele, ale ja wszystkim polecam PSI, proste w konfiguracji i proste w obsłudze. O tym, że sieć Jabber (a to właśnie jest sieć używana w komunikatorem jest zdecydowanie lepsza, możemy przeczytać tutaj:
Kilka punktów o tym, dlaczego Jabbera używać warto.
Argumentów część druga.
111 problemów z gadu-gadu.

No dobra, niby wszystko OK, ale to tylko sieć alternatywna do sieci gadu-gadu. A co z tymi komunikatorami? Tutaj jest chyba jeszcze lepiej. Kod otwarty to taki, który każdy z nas może sobie obejrzeć, poprawić, zmienić, pogorszyć lub co tam jeszcze. „Nie znam się na tym i nie potrzebuję takiego grzebania w kodzie, więc mi to niepotrzebne” – aż chce się rzec. No dobra, ale są inni, którzy się na tym znają i chętnie dokonają niezbędnych zmian za Ciebie. A Ty, dzięki takiemu rozwiązaniu, masz pewność, że w projekcie może uczestniczyć każdy, kto ma o tym pojęcie, a takich znajdzie się wielu. Wystarczy poszukać w internecie komunikatora PSI, wejść na jakieś forum i zobaczyć ile jest pochodnych (pochodna – z matematyki, coś otrzymane z poprzedniej liczby, ale będące już inną liczbą).

Jesteś za? Chcesz w to wejść i cieszyć się spokojniejszym życiem wolnym od reklam, spamu i tysiąca głupich użytkowników? Zatem kolejne trzy linki są specjalnie dla Ciebie:
PSI-cherry – najbardziej podobająca mi się odmiana PSI.
Poradnik o tym, jak korzystać z sieci gadu-gadu w naszej nowej sieci.
Konwerter kontaktów z gadu-gadu (autorstwa Chomika), do lepszej sieci.

Chcesz być lepszy? Wejdź w Jabbera, on stoi dla Ciebie otworem. Skorzystaj z tego co daje i włącz się w nową sieć, a wiadomo, że co nowe to lepsze (kolejny przykład? – Nowe samochody z salonu są lepsze od starych samochodów ze szrotu).

Razem w kupie…

…grzebmy w dupie. No dobra, żartowałem – nie polecam tego nikomu, gdyż palce (ewentualnie obiekt nazywany dalej grzebadełkiem) może mieć nieprzyjemny zapach. Innym powodem niech będzie fakt, który jest wam dobrze znany, że bród spod paznokcie trudno jest usunąć. Tak więc zamiast zbiorowego grzebania, proponuję przejść do meritum (znaczy wiele, a nie… to multum znaczy wiele, to pierwsze znaczy po prostu meritum, UWIERZ MI!) sprawy.

Jak prawie nigdy na tym blogu, tym razem notatka będzie dotyczyła mnie i serwisów internetowych zrzeszających lud panoszący się w moim kraju. Z racji tego, że ostatnio namnożyło się tego dziadostwa, z racji tego, że jestem Polakiem i w końcu z racji tego, że jestem leniwy, to opisane zostaną tylko niektóre Polskie serwisy, tylko te, do których sam należę. :P

studentix.pl
Studentix.pl jest pod pewnym względem wyjątkowy, miast zrzeszać wszystkich, do swego łona przyjmuje jedynie ludzi starszych, jedynie ludzi poważnych, jedynie takich jak ja – studentów. Zatem jeśli jesteś `dzieckiem neo` lub istotą `emo-pochodą`, do studentix.pl wstępu nie masz. Co jest zbawieniem, dla takich ludzi jak ja. Zanim wystawię ocenę, każdy z was musi wiedzieć, że nie cierpię osób, które wypowiadają się w każdym temacie tylko po to, by być osobą trendy. Nie cierpię osób, które wszędzie wstawią swoje pieprzone `elo`, `hej`, `ale tu fajnie`, `super` i innych takich zwrotów, które do dyskusji nic nie wnoszą, a jedynie sprawiają, że człowiekowi chce się rzygać. Wprawdzie te istoty są motorem napędowym tych wszystkich serwisów, to mimo wszystko wolę chyba serwis mało aktywny (jak studentix.pl) niż te inne aktywne, które wprost przytłaczają nadmiarem aktywności (a co z tym idzie, zaśmiecaniem całości serwisu).
Jeśli jesteś studentem, jeśli byłeś studentem, jeśli będziesz studentem, to zainteresuj się właśnie studentix.pl. Nie pożałujesz.

nasza-klasa.pl
O tym tworze wiem od niedawna, ale zrobiło na mnie dobre wrażenie. Jest całkiem aktywne, jest wolne od nachalnych reklam, jest wolne. No niestety to ostatnie zbytnią zaletą nie jest, heh, to wcale nie jest zaletą. Ale niestety na to nic poradzić nie można, przynajmniej na chwilę obecną. Twórce twierdzą, że już wkrótce to się zmieni i powstaną superszybkie serwery, ale ja w to nie wierzę. Znając życie, będzie tylko troszkę lepiej.
Serwis nasza-klasa.pl powstał po to, by zrzeszać wszystkie te osoby, które chodziły razem do szkoły, by stworzyć internetowy katalog szkolny, dzięki, któremu możemy szybko odnaleźć kontakt do kogoś z kim nie widzieliśmy się od czasów podstawówki. Pomysł świetny, tego w internecie bardzo brakowało.

epuls.pl
Jeśli jesteś `dzieckiem neo` lub stworzeniem `emo-pochodnym` to i Ty potrzebujesz czasami gdzieś wyrzucić swoje żale, musisz komuś pokazać swoje blizny po żyletkach, wykonać publiczne samobójstwo, czy coś w ten deseń. SPOKO! Istnieje serwis idealny dla Ciebie, serwisem tym jest epuls.pl. Już samo wejście na ich stronę główną odrzuca, ale to nie koniec, w środku jest jeszcze gorzej. Małe literki, bandy gówniarzy wypowiadające się gdzie popadnie (na szczęście stworzono coś takiego jak filtr wieku, osoby poniżej ustalonego wieku nie mają wstępu do grupy tematycznej), obrzydliwe kolory (jeśli widzieliście kiedyś kupę, która została polana jakimś wybielaczem to wiecie o co chodzi, ewentualnie nagrajcie Ubuntu z gnome, odcienie są podobne) i inne rzeczy, które zniechęcają.
Jeśli szukasz w internecie osób do porozmawiania to epuls.pl nie jest dla Ciebie, jeśli natomiast chcesz popieprzyć z kimś o głupotach i zaprosić na wspólne podcinanie żył, przy pomocy bułki tartej, to trafiłeś idealnie.
Mnie już tu nie znajdziesz, odszedłem dawno temu, nie wiem tylko, czy konto zostało usunięte, ale nie interesuje mnie to zbytnio – kiedyś się tym zajmę.

grono.net
Chyba najpopularniejsza i najżywsza społeczność. Od dawna do niej należałem i teraz z wielkim uśmiechem na twarzy odchodzę z tego miejsca. Grono jest zbieraniną wszystkiego, osób poważnych, niepoważnych i pieprzniętych mocno. Jest to okropna mieszanka, która jest w stanie siać ogromne spustoszenia.
Grono.net jest serwisem, który cieszy się ogromną popularnością, niestety jest to zarówno zaletą jak i wadą. Z każdym dniem, serwisowi grono.net coraz bliżej jest do epuls.pl, a administracja nie robi nic w kierunku poprawy. Co cechuje grono.net? Grono.net jest serwisem z wieloma pomysłami zaczerpniętymi od innych. Najpierw wymyślili blimp`y, które są kopią utworzonego przez ludzi od gadu-gadu blip`a (blip.pl). Teraz chcą wymyślić coś innego, teraz postanowili, że doczepią do grono.net możliwość tworzenia klas i szkół, w których byliśmy kiedyś. Śmierdzi innym serwisem? Toż to nasza-klasa.pl w gorszym wydaniu, bo oryginału podrobić się nie da.
Jest jeszcze coś co irytuje mnie bardzo mocno. ILOŚĆ REKLAM! Widziałem serwisy poświęcone reklamom, które atakowały ludzi z mniejszym natężeniem. Na samym wstępie do serwisu nie atakuje nas nic, gorzej jest po zalogowaniu, bowiem na stronie głównej widnieją trzy ogromniaste reklamy, jedna zasłaniająca wszystko, druga utrudniająca korzystanie z serwisu, a trzecia normalna… razem stanowią więcej niż pozostała część strony głównej. W dodatku wyraźnie da się zauważyć, że w grono.net macza operator sieci komórkowej, który zowie się Play, niestety to on jest odpowiedzialny za te wszystkie reklamy. Poważnie więc się obawiam o przyszłość serwisu, bo… kto ma kasę, ten ma wszystko.
Co czeka nas w przyszłości? Wiadomo, jeśli nic się nie zmieni i dalej Play będzie o wszystkim decydował, to… wkrótce całość będzie w okropne paski.
Jeśli szukasz mnie na gronie, to… muszę Cię zniechęcić, prawdopodobnie w po nowym roku mnie już tam nie będzie. Dziś zaczynam czystki. Nie warto w to teraz wchodzić, lepiej poczekać.

spinacz.pl
Spinacz.pl to serwis, który odkryłem przypadkiem, który jest serwisem całkiem przyjemnym dla oka. Przypomina trochę grono.net z dawnych lat jego świetności, nie pod względem wyglądu, ale pod względem przejrzystości i intuicyjności serwisu. Wielkim atutem spinacz.pl są spinki (fora tematyczne) i absolutny bram reklam. To jest coś co cieszy ogromnie. Wprawdzie reklamy pewnie kiedyś się pojawią, ale miejmy nadzieję, że będą to reklamy typu google.pl. Te nie są upierdliwe i śmiało mogą być, nie przeszkadzają.
Jaka przyszłość czeka spinacz.pl? Będzie mu ciężko walczyć o swoje, ważne, by stworzył coś czego nie ma nikt inny. Wtedy ma szanse zabłysnąć.

Na koniec chciałbym dodać jeszcze coś od siebie w sprawie reklam na serwisach. Te są niezbędne, jeśli jednak masz ich dość, to możesz ich nie oglądać. Ja ich nie oglądam, zamiast nich widzę puste miejsca. Jak to zrobić? Wystarczy nagrać przeglądarką Firefox (IceWeasel lub pakiet Iceape jeśli korzystasz z systemu Linuksowego) i dograć do niego dodatek Adblock lub Adblock Plus. Na koniec wystarczy wgrać jeden z filtrów i śmiało możemy cieszyć się serwisami bez kretyńskich reklam. A teraz krótki kurs jak to uczynić:
1. Na początek pobieramy Firefox z tej strony: Kliknij tutaj!
2. Pobrać dodatek Adblock Plus z tej strony: Kliknij tutaj!
3. Dodać filtr do Adblock Plus, co można zrobić podczas instalacji lub pobrać, a następnie importować plik z filtrami z tej strony: Kliknij tutaj!
4. Uruchomić ponownie Firefox i cieszyć się wolnością.
Ja stosuję to od dawna i czuję się jak w niebie.

Gimijorblad…

Wstęp.
Oddaję już krew od dłuższego czasu, nie zawsze chadzałem do centrum krwiodawstwa i krwiolecznictwa regularnie, ale starałem się chadzać wtedy, kiedy tylko mogłem. Krew niby jest mi potrzebna, ale po co mi jej aż tyle? Ja wolę się podzielić z kimś kto ma jej mniej, kto ma ją gorszę i potrzebuje mojej. Jakaś sytuacja porównawcza? Wyobraźcie sobie, że macie na własność sadek z ogromną ilością jabłonek, że mieszkacie na jabłkach. Idziecie sobie ulicą i znajdujecie na ziemi jabłko, a ponieważ dobre jabłko nie jest złe, zamierzacie je skonsumować. Wyobraźcie sobie teraz, że obok stoi człowiek, który nie miał nic w ustach od długiego czasu. Macie dwa wyjścia, rzucić go jabłkiem, by usłyszeć to słodkie <ćtap>, lub podzielić się jabłkiem z nim. Co wybierzecie? Ja wybrałbym to drugie.

Po co oddawać?
Po co oddawać krew? Po to, by pomóc komuś kto jej potrzebuje. Żyjemy na świecie, na którym nie każdy jest równy. Jeden posiada krew normalną i może żyć normalnie, drugiemu brakuje czegoś w krwi i jest przez to uzależniony od naszych datków, trzeci miał wypadek i do pomyślnego przeprowadzenia operacji potrzebna jest mu nasza krew (lub coś innego, ale też naszego). Dlatego też, warto się dzielić tym co mamy.

Oddawanie krwi.
Jeśli zdecydowałeś się na taki zabieg to poszukaj, gdzie w Twoim mieście można ten cenny płyn oddać i udaj się tam jak najszybciej. Zakładając, że to już masz za sobą, to teraz musisz zarejestrować się w centrum, przejść odpowiednie badania i poczekać na swoją kolej. Po przejściu badań (o tym co w przypadku złego wyniku napiszę za chwilę) możemy napić się kawy/herbaty, a później udać się do specjalnego pomieszczenia, gdzie zostanie wyssana z nas krew, 450ml krwi. Sam zabieg jest wyjątkowo prosty i szybki, pani pielęgniarka wbija nam igłę w żyłę na zgięciu łokcia, daje do ręki zabawkę, którą musimy ściskać i wszystko. Teraz wystarczy poczekać kilka minut (10 minut to czas maksymalny) i po zabiegu. Jesteśmy wolni, możemy iść do domu.

Oddawanie osocza.
Ostatnio dowiedziałem się, że prócz krwi można oddawać osocze i płytki krwi (płytek ode mnie nie chcieli, gdyż nie było potrzebujących). Jak wygląda sprawa z oddawaniem osocza? Cały początek wygląda tak samo jak w przypadku oddawania krwi pełnej, różnica pojawia się dopiero w momencie wejścia do pokoju, w którym panie będą od Ciebie brać. Tym razem człowiek jest podpinany do skomplikowanej aparatury, igła ponownie wbija się naszą żyłę i krew pomału zaczyna być tłoczona do specjalnego bębna. Niby wszystko tak jak poprzednio, ale tym razem, po niespełna dziesięciu minutach, maszyna wydaje z siebie dziwne i po chwili role się odwracają. To my zasysamy z maszyny krew (maszyna tłoczy ją do nas, ale mi to przypominało raczej przeciąganie liny), ale już bez naszego osocza. Kiedy już odpowiednia dawka zostanie pobrana, maszyna zatrzymuje się, by po chwili zacząć tłoczyć nam w organizm przezroczysty płyn. Na moje pytanie, pielęgniarka odpowiedziała, że jest to sól. Kiedy to wpływa w nasz organizm, człowiek zaczyna odczuwać coś dziwnego, skłamałbym gdybym rzekł, że całe życie przelatuje nam przed oczami. To co czujemy to piorunujące zimno. Ja miałem wrażenie jakby ktoś wrzucił mi śnieg… ale nie za koszulkę, a za skórę. Uczucie przesympatyczne. Cały zabieg trwa 30-60 minut, po tym czasie jesteśmy wolni i pewnym krokiem wracamy do domu.

Jak często?
Oddawanie różnych `płynów` wiąże się z tym, że musimy później odczekać pewien okres czasu, aż organizm zregeneruje ubytek. Dla krwi pełnej okres ten wynosi od dwóch do trzech miesięcy dla mężczyzny i od trzech do czterech miesięcy dla kobiety. Natomiast w przypadku plazmy (osocza), czas ten skrócony jest… no, dalej wynosi tyle samo, z tym, że zamiast miesięcy liczony jest w tygodniach. Udało mi się dowiedzieć, że w przypadku płytek jest to ok. miesiąca, ale też spora sprawa indywidualna. Tak więc, idź jak najczęściej i miej nadzieję, że tym razem Ci się uda.

Co w zamian?
Oddajesz kawałek siebie, jak nie patrzeć to jesteś w plecy. Ale tutaj wyszła wspaniała inicjatywa, otóż za oddawanie krwi otrzymujesz osiem czekolad, wafelka i kawę. Czasami trafi się coś jeszcze, możesz więc liczyć, że będziesz tym szczęśliwcem, który otrzyma koszulkę, długopis, kubek, a nawet wampirze zęby. Ale to nie wszystko, po oddaniu określonej ilości krwi, czeka na Ciebie jeszcze specjalna odznaka, która uprawnia Cię do różnych zniżek itp. Na co możesz liczyć? Sprawdź w swoim mieście, gdyż to zależy jedynie od władz miasta.

Mam złe wyniki. :{
Też miałem, nie przejmuj się. W takich wypadkach pytaj się czy możesz oddać coś innego. To, że nie masz uprawnień do oddawanie pełnej krwi, nie oznacza, że nie możesz oddać osocza lub płytek krwi. Zatem, zamiast ze spuszczoną gębą leźć do domu spytaj się, co trzeba zrobić, by wyniki poprawić lub czy możesz oddać coś w zamian.

Straszne chwile.
Czasami jest tak, że podczas zabiegu coś pójdzie nie tak. Ja osobiście byłem świadkiem dwóch ciekawych zdarzeń, które dotyczyły mojej osoby. Pierwsze z nich było podczas testów krwi, pani pielęgniarka wbiła igłę w odpowiednie miejsce, wyssała co miała wyssać, po czym rzecze do mnie: „Ale teraz tępe te igły robią, kiedyś to wchodziło gładko, a teraz to trzeba nią tak kręcić.” Przyznam, że włos mi się zjeżył na głowie, ale jakoś to przeszło. Drugi raz był gorszy. Ostatnio, podczas oddawania osocza, pielęgniarka podeszła do mnie i wbiła mi igłę. Po chwili pojawiła się taka dziwna gulka. Pielęgniarka wtedy powiedziała coś takiego: „O jakie dziwne, zawsze pan tak ma, czy może jest to pierwszy raz?” Ja zdziwiony odpowiedziałem, że mam to po raz pierwszy, że w ogóle po raz pierwszy oddaję osocze, a wtedy pani dodała: „Chyba nie trafiłam w żyłę, a może w ogóle ją przebiłam? Jeśli to pierwszy raz, to możliwe też, że panu żyła pękła.” Ja się spojrzałem na nią takimi wielkimi oczami, a ona jeszcze dopowiedziała: „Teraz to się nic nie dzieje, idzie normalnie, ale jak krew będzie wracać to może do żyły nie trafić, wtedy będzie trzeba wyciągać, zastopować wszystko i próbować jeszcze raz w drugą rękę.” Przyznam, że bardzo dziwnie się wtedy poczułem, na moje szczęście, okazało się, że to nic groźnego.

Kilka słów na koniec.
Ktoś się może ciekawić po co to napisałem, jaki w tym miałem interes? Żaden, jedynie dobre samopoczucie. Czy to coś złego, że jeden człowiek chce drugiemu? Złe nie, ale dziwne na pewno. Ale trudno, ja taki jestem.

Pamiętaj więc, jeśli masz troszkę wolnego czasu i chcesz komuś pomóc, to oddaj cząstkę siebie. Dla Ciebie to kawałek niepotrzebnych bebechów, a komuś te niepotrzebne bebechy mogą uratować życie. Czy warto? Zastanów się sam.

Lech! – I będzie się działo!

Zaczynamy:
– Mężczyzna idzie ulicą – ALBO NIE! – jedzie rowerem – ALBO NIE! – jedzie samochodem…
– Wjeżdża do Warszawy, udaje się na wiesjką – BEZ SAMOCHODU! – Spotyka idiotę – NIE! – Spotyka wielu idiotów…
– I teraz mogą napić się piwa…
– Wracają na Wiejską – DLACZEGO NA WIEJSKĄ? – Bo na Wiejskiej jest najwięcej idiotów…
– Zabawa trwa, jest burak – NIE! – wiele buraków, gadających buraków i konie, wielkie konie…
– I te buraki z tymi końmi…
Czy to nie miała być zwykła kampania wyborcza?
Dla Lecha? NIEMOŻLIWE!
– Nadlatują śmigłowce, i F-16, a za nimi trzy miliony mieszkań…
PREZYDENT LECH! I BĘDZIE SIĘ DZIAŁO!